- Pamięta Pani moment, w którym pomyślała: „Zakładam własną firmę”? Co wtedy było większe - odwaga czy obawy?
- Pomysł na własną firmę powstał właściwie z potrzeby klientów. Przychodzili do nas i szukali biura rachunkowego, więc w pewnym momencie pomyślałam: dlaczego nie założyć własnego? Zaczęłam szukać wspólniczki i znalazłam Irenkę. Od samego początku jesteśmy razem i przez te wszystkie lata ani razu się nie pokłóciłyśmy. Myślę, że nasz przepis jest prosty: każda ma swój obszar, robi swoje i żadna z nas nigdy nie liczyła godzin poświęconych firmie.
- Czy pamięta Pani moment, kiedy pomyślała: „Tak, udało nam się zbudować firmę, której ludzie naprawdę ufają”?
- Chyba nie było jednego takiego momentu. Kiedy zakładałyśmy Polfin, od początku wiedziałyśmy, że w tej branży podstawą jest zaufanie. Klienci powierzają nam przecież bardzo ważną część swojego biznesu. Dlatego zawsze starałyśmy się dotrzymywać słowa i być spójne w tym, co mówimy i robimy. Irenka ma bardzo dużą wiedzę merytoryczną i mocno angażuje się w obsługę klientów. Od początku zależało nam na tym, żeby klient wiedział, że może na nas liczyć.
- Księgowość przeszła ogromną zmianę. Co zmieniło się najbardziej, a co wciąż opiera się na tych samych zasadach?
- Najbardziej zmieniła się technologia. Coraz więcej procesów wykonuje się automatycznie, pojawiła się też sztuczna inteligencja. To oczywiście ułatwia pracę i oszczędza czas. Tyle że jednocześnie mamy coraz więcej przepisów i są one coraz bardziej skomplikowane. W praktyce czas zaoszczędzony dzięki technologii pochłaniają nowe regulacje, więc trochę wychodzi na jedno.
Nie zmieniły się natomiast zasady pracy z ludźmi. Jeżeli w firmie jest dobra atmosfera, ludzie się lubią, szanują i dobrze ze sobą czują, to zupełnie inaczej się pracuje. To było ważne kilkanaście lat temu i nadal jest.
- Czy była decyzja, która z dzisiejszej perspektywy była przełomowa dla Polfinu?
- Jedną z ważniejszych decyzji było dla mnie wejście do Klubu Odpowiedzialnego Biznesu. Poznałam tam przedsiębiorców, którzy mierzyli się z bardzo podobnymi problemami jak my. Okazało się, że niezależnie od branży przedsiębiorca jest też menedżerem i wiele naszych codziennych problemów jest dokładnie takich samych.
Przestałam mieć poczucie, że ze wszystkim trzeba radzić sobie samemu. Mogłam korzystać z doświadczeń innych przedsiębiorców i ich wiedzy. Dzięki temu dużo łatwiej było mi poruszać się w biznesowej rzeczywistości.
- Co jest dziś trudniejsze w prowadzeniu firmy, a co łatwiejsze dzięki doświadczeniu?
- Dzisiaj zdecydowanie trudniejsza jest liczba i stopień skomplikowania przepisów. Trzeba cały czas śledzić zmiany i się do nich dostosowywać. Z drugiej strony doświadczenie daje spokój. Wiele sytuacji już się przeżyło, więc łatwiej ocenić, co naprawdę jest problemem i jak sobie z nim poradzić.
- Czy jest sytuacja związana z Klubem, która szczególnie zapadła Pani w pamięć?
- Niewątpliwie najbardziej zapadnie mi w pamięć to, co wydarzyło się ostatnio, kiedy szukałam wsparcia w związku z leczeniem mojej córki. Wtedy zobaczyłam, że te relacje naprawdę nie kończą się na biznesie. Klub bardzo mocno mnie wsparł. Ludzie udostępniali posty, pomagali nagłaśniać sprawę. Ela i Rada zaangażowały się również w przygotowanie filmów do mediów społecznościowych. Ale dla mnie równie ważne było zwykłe, ludzkie wsparcie - telefony, wiadomości, słowa otuchy i zainteresowanie tym, co się u nas dzieje.
To chyba najlepiej pokazuje, dlaczego warto być częścią takiej społeczności. Można tu bardzo szybko uzyskać pomoc biznesową, bo jest wielu przedsiębiorców z różnymi doświadczeniami i praktycznie zawsze ktoś potrafi podpowiedzieć rozwiązanie. Ale najważniejsze jest dla mnie to, że na biznesie się nie kończy. Z czasem z tych kontaktów powstają prawdziwe relacje, sympatia i przyjaźnie.

Komentarze