Choć w Polsce króluje tłusty czwartek, we Francji jego odpowiednikiem jest tłusty wtorek, czyli Mardi Gras. Tam także jada się pączki, ale ich formy potrafią zaskakiwać. W zależności od regionu bywają chrupiące lub miękkie, drożdżowe albo bez drożdży, na słodko i na słono. Te najbardziej zbliżone do naszych „lubelskich” wyglądają zupełnie inaczej niż choćby pączki ze Skierki czy te legendarne od Madeja, o których dziś pamiętają już chyba tylko najwierniejsi lubelscy smakosze.
Mało kto wie, że historia pączków sięga starożytnego Egiptu. Wówczas nie były jednak przysmakiem dla wszystkich. Przygotowywano je jako ofiary składane bogom, a spożywać mogli je najpewniej kapłani i opiekunowie świętych miejsc.
W Europie pączki rozpowszechniły się dzięki ekspansji Rzymian. Wspomina o nich Apicjusz, autor słynnej rzymskiej księgi kulinarnej „De re coquinaria libri X” („O sztuce kucharskiej ksiąg 10”) z czasów Augusta i Tyberiusza w I wieku n.e. Nie przypominały one jednak dzisiejszych puszystych kul. Były to smażone kawałki ciasta podawane w miodzie. Tymi słodkościami świętowano kalendy marcowe, czyli początek miesiąca. Nietrudno się domyślić, że chrześcijanie przejęli tę tradycję, łącząc ją z okresem poprzedzającym post.
Wracając do Francji - najbardziej pierwotną formę pączków można odnaleźć w regionie Bourgogne-Franche-Comté. I choć francuska kuchnia kojarzy się z wyrafinowaniem, nazwa tamtejszego przysmaku potrafi rozbawić. Klasyczne słodkie „pet-de-nonne” oznacza bowiem dosłownie… „bąki zakonnicy”. Według legendy jedna z sióstr zakonnych, przygotowując potrawy na przyjazd biskupa, przypadkiem puściła głośnego bąka. Inna, przestraszona wystrzałem, potknęła się i niezdarnie wrzuciła ciasto z łyżki do rozgrzanego tłuszczu. Tak miał powstać pierwszy pączek-bączek.
Francja słynie z regionalnych odmian tego przysmaku. W Owernii-Rodanie-Alpach smaży się miękkie bugnes de Lyon, przypominające puszystą wersję naszych faworków. W Szampanii i Ardenach popularne są chrupiące faverolles i frivolles, odpowiedniki chrustu. Bretania stawia na krążki jabłek w cieście, wcześniej macerowane w rumie, cydrze lub calvadosie.
Na południu także nie brakuje kulinarnych osobliwości. W Prowansji smaży się delikatne „poduszeczki” - oreillettes aromatyzowane wodą z kwiatu pomarańczy. W Alzacji spotkamy dekoracyjne rosettes, a na Lazurowym Wybrzeżu coraz rzadziej już mascottes - małe pączusie bez nadzienia lub wypełnione dżemem czy kremem.
W Marsylii i nad samym morzem królują chichis frégis, często mylone przez turystów z hiszpańskimi churros. Z kolei południowo-zachodnie wybrzeże Francji zachwyca „cytrynowymi cudami”, czyli merveilles au citron. Mają charakterystyczny kształt i obowiązkową dziurkę, znak rozpoznawczy tej odmiany.
Jak widać, choć tradycja smażonego ciasta łączy Europę od tysięcy lat, każdy region dopisał do niej własną historię, smak i poczucie humoru. I może właśnie dlatego, niezależnie od tego, czy świętujemy tłusty czwartek czy Mardi Gras, pączki wciąż mają w sobie coś z kulinarnej opowieści.












Komentarze