- „Discovery & Movie" to projekt balansujący między muzyką filmową, symfoniczną i world music. Gdzie kończy się tu ilustracja dźwiękowa, a zaczyna osobista opowieść kompozytora?
- Jako kompozytor zawsze staram się przenosić na dźwięki to, co noszę w sercu. To bardzo ważne aby z głębi wypływała prawda i odzwierciedlała to co w danym momencie czuję. Obraz może być bardzo inspirujący, ale tak naprawdę wyobraźnia ludzka nie ma granic.
Pisanie muzyki do obrazu porusza każdy zakamarek ludzkiej duszy. Obraz w pewnym stopniu jest ograniczający dlatego, że z góry narzuca to co widzimy, a przecież np. czytając książkę każdy z nas zupełnie inaczej sobie wyobraża to co jest opisane przez autora w tekście.
Opowiadanie dźwiękami to coś, co uwielbiam najbardziej. Wpływanie na kolory, nastrój i dawanie słuchaczowi pełnej swobody na odnalezienie swojego wyobrażenia danej rzeczywistości czy zjawiska. W tym przypadku pokazanie dźwiękami głębin morskich nadal jest dla mnie czymś bardzo inspirującym i podczas koncertów za każdym razem to mocno przeżywam.
- Morze Czerwone, zatopione statki, rafa koralowa - to obrazy bardzo sugestywne. Jak wyglądał Pana proces twórczy: czy najpierw pojawiał się obraz, emocja, czy konkretne brzmienie?
- Na samym początku musiałem zapoznać się z tematem Morza Czerwonego. Okazuje się , że Morze Czerwone jest najchętniej uczęszczanym akwenem przez nurków, badaczy, naukowców i historyków ze względu na obecność jednej z największych na świecie raf koralowych a także zatopionych statków.
Jest to obszar objęty szczególną opieką przez władze i ekologów aby chronić tę piękną rafę koralową jako dobro całego świata, ponieważ w skali globalnej rafa koralowa jest na wyginięciu.
Pozostawione wraki zatopionych statków na przestrzeni wieków stały się z czasem środowiskiem naturalnym, "żyjącym" w symbiozie z tą piękną morską przyrodą.
Pisząc muzykę o tym wszystkim co można zobaczyć pod wodą starałem się tak dobierać brzmienie żeby słuchacz miał wrażenie, że jest częścią tego pięknego podwodnego świata. Pod wodą wszystko jest inne... To tak niesamowita paleta barw, których nie jesteśmy sobie w stanie nawet wyobrazić. Do tego gra świateł, słońca koloru wody i rafy koralowej - bardzo to inspirujące. Postanowiłem osobiście sprawdzić jak to jest pod wodą w Morzu Czerwonym. Widząc " na żywo" piękno rafy koralowej wiedziałem jak ma brzmieć ta muzyka. Ma być zmysłowa, piękna ale i czasami bardzo niepokojąca i dramatyczna ,dlatego że w tym pięknym podwodnym świecie człowiek nie ma żadnych szans w walce o przeżycie. Natura może być bardzo bezwzględna
Przykładem tego są wszystkie wraki spoczywające na dnie Morza Czerwonego.
Ta muzyka ma poruszać, zadziwiać, kołysać ale i intrygować.

Picasa
- W projekcie bierze udział Krystyna Czubówna, której głos zna niemal każdy. Jak jej narracja zmienia odbiór muzyki i czy komponował Pan utwory „pod głos", a nie odwrotnie?
- A tutaj Państwa zaskoczę...ponieważ podczas produkcji nie mieliśmy okazji poznać się z Panią Krystyną.
Technicznie wyglądało to tak, że ja dostarczyłem muzykę, a w postprodukcji ona została połączona z obrazem i dopiero na samym końcu Pani Krystyna Czubówna nagrywała głos lektorski.
A jako ciekawostkę opowiem... - Jak wpadłem na pomysł żeby muzykę z "Floty Duchów" wcielić w życie sceniczne i koncertowe, to zdobyłem numer telefonu do Pani Krystyny i z drżącym głosem przedstawiłem się i zaproponowałem współpracę (wiedząc od niektórych osób, że nie jest wcale taka chętna na tego rodzaju projekty). Pani Krystyna przypomniała sobie, że rzeczywiście brała udział jako lektor w produkcji takiego filmu i że pamięta właśnie muzykę. Niesamowite było to, że na moje pytanie "Czy przyjmie zaproszenie do udziału w koncercie ?", bez namysłu odpowiedziała " Tak, bardzo chętnie".
I tak zaczęła się nasza przygoda sceniczna i przyjaźń. Dla mnie to wielka radość i ogromna nobilitacja, że ktoś kogo znałem od zawsze ale tylko z "głosu" teraz razem ze mną na scenie opowiada piękne historie zatopionych statków przeplatane muzyką która wypłynęła z mojego serca.
- Discovery & Movie powstało pierwotnie dla serialu Discovery Channel "Flota duchów". Czym różni się komponowanie muzyki „do ekranu" od prezentacji jej w formie koncertu symfonicznego na żywo?
- Różni się bardzo dlatego, że nie jest ograniczona obrazem - czyli może wpływać totalnie na wyobraźnię słuchaczy i widzów a także podczas koncertu jest pierwszoplanowa.
Założyliśmy sobie z Panią Krystyną, że to forma koncertu i muzyka jest na pierwszym planie. To ona ma wpływać na wyobraźnię i poruszać serca odbiorców. Każdy ze słuchaczy i widzów zamykając oczy może przenieść się do swojego podwodnego świata i przeżywać to wszystko o czym czyta Pani Krystyna między utworami na swój prywatny i niepowtarzalny sposób.
Tyle ile widzów tyle podwodnych obrazów maluje się w każdej głowie. Każdy z nas ma swoje wyobrażenia odczucia głębi, temperatury wody, postrzegania oczami wyobraźni tajemnic skrywanych przez Morze Czerwone.
Muszę też Państwu powiedzieć, że to niesamowite uczucie jak Pani Krystyna Czubówna zaczyna czytać a widzowie zaczynają szukać na scenie telewizora " hahaha".
- W projekcie spotykają się orkiestra symfoniczna, instrumenty orientalne, elektronika i jazz. Czy łączenie tak różnych światów to dziś dla Pana naturalny język muzyczny, czy wciąż artystyczne ryzyko?
- Uwielbiam łączyć różne style w muzyce. Dzisiaj łączenie gatunków jest już czymś naturalnym. Daje duże możliwości kolorystyczne. To wspaniałe móc poruszać się po różnych stylach muzycznych łącząc instrumenty akustyczne - klasyczne ze współczesnymi i z elektroniką. Używam na scenie syntezatorów analogowych które niesamowicie dobrze brzmią z instrumentami orkiestrowymi. Są nieokreślone w brzmieniu i niczego nie przypominają - są niepowtarzalne. Do tego perkusja, gitary, gitara basowa i instrumenty etniczne sprowadzane z różnych stron świata. Takie połączenie przenosi słuchacza w jakiś niesamowity wymiar. Okazuje się, że łączenie tak różnych brzmień długo zostaje w pamięci każdego widza i daje poczucie pewnej wolności i nieprzewidywalności.

- Już 14 lutego w Filharmonii Lubelskiej publiczność usłyszy Pana także w zupełnie innym repertuarze - podczas koncertu „Retro Walentynki". Jak odnajduje się Pan jako aranżer muzyki retro i co łączy ten projekt z „Discovery & Movie"?
- Bardzo doceniam twórczość kompozytorów okresu międzywojennego. Lata 20. i 30. XX wieku to złota era polskiej piosenki, a muzyka tego okresu przywodzi na myśl jednoznaczne skojarzenia: elegancja, humor, romantyzm. Wspaniałe kompozycje Henryka Warsa, Jerzego Petersburskiego i przepiękne poetyckie, wiecznie żywe teksty. Utwory takie, jak Każdemu wolno kochać, Już nie zapomnisz mnie, Tango milonga czy Umówiłem się z nią na dziewiątą, niosą ze sobą ogromną wartość i są nieśmiertelne.
Aranżacje i opracowania do tego koncertu robiłem na Walentynki 2025 dla Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. Publiczność kocha te piosenki a nowa odsłona mojego autorstwa dała powiew świeżości tym utworom. Zmierzenie się z tymi wspaniałymi kompozycjami daje ogromną przyjemność i satysfakcję. Aranżując i opracowując zawsze staram się zachować i uwypuklić to co kompozytor miał na myśli. Dodając swoje wstępy, kontrapunkty, partie solowe i zakończenia staję się częścią tych wspaniałych piosenek.
Serdecznie państwa zapraszam na dwa koncerty 14.02.2026 17:00 i 20:00 do Filharmonii Lubelskiej. Będą śpiewać Olga Szomańska i Marcin Jajkiewicz.
- Na koniec - czy jest jeszcze jakaś muzyczna przestrzeń lub temat, którego Pan nie dotknął, a który wciąż „czeka" na swój dźwięk?
- Tak oczywiście marzę o tym żeby napisać muzykę do jakiego dużego filmu. A potem odebrać Oscara za tę muzykę...( hahahahaha ) Marzę też o tym żeby grać na wielkich stadionach na Świecie grając muzykę w stylu zespołu Rammstein. Ostre brzmienia też mnie inspirują. Jazz, muzyka filmowa, symfoniczna, world music, soul, wszystko mi w duszy gra i mam nadzieję, że tak będzie zawsze. Scena jest moim życiem a muzyka to coś, co kocham najbardziej więc mam nadzieję jeszcze nie raz Państwa zaskoczyć.
- Dziękuję za rozmowę.
Discovery & Movie w Filharmonii Lubelskiej 15 marca












Komentarze