czwartek, 22 października 2026 01:02
Reklama
Gastronomia z pomysłem

Ma już trzy lokale, otwiera czwarty. Olaf Malec zdradza swój przepis na sukces

Dwie Parownie, restauracja meksykańska, a już w listopadzie kolejny lokal. Olaf Malec konsekwentnie rozwija swój gastronomiczny biznes w Lublinie. Nie ukrywa, że do branży trafił trochę przez przypadek, ale szybko nauczył się dostrzegać okazje i przekuwać je w konkretne przedsięwzięcia. Teraz przygotowuje otwarcie cukierni KOHI przy ul. Wileńskiej 21. W rozmowie z Panoramą Lubelską opowiada o kulisach prowadzenia gastronomii, biznesowej intuicji i pomyśle na nowe miejsce, w którym królować będą kawa i domowe ciasta.
Ma już trzy lokale, otwiera czwarty. Olaf Malec zdradza swój przepis na sukces

Źródło: Olaf Malec

- Jest Pan młodym przedsiębiorcą, a niebawem otworzy już czwarty lokal. Skąd wzięło się zainteresowanie gastronomią i jak wyglądała droga od pierwszego pomysłu do pierwszych gości?

- Nie mogę powiedzieć, że gastronomia była moją pasją od zawsze, ale od początku miałem smykałkę do interesów i potrafiłem dostrzegać okazje, które warto wykorzystać. Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z tą branżą. Od szansy, która się pojawiła i decyzji, by z niej skorzystać. Odkupiłem lokal gastronomiczny i postanowiłem dać mu nowe życie. Z czasem okazało się, że był to dopiero początek. Prowadzenie pierwszego lokalu dało mi nie tylko cenne doświadczenie, ale też apetyt na więcej. Zobaczyłem, że potrafię rozwijać swoje pomysły, budować coś własnego i przekuwać plany w konkretne działania. Zawsze wychodziłem z założenia, że jeśli pojawia się dobry pomysł, nie warto zbyt długo zwlekać z jego realizacją. Dziś, kiedy przygotowuję się do otwarcia czwartego lokalu, mogę powiedzieć, że ta droga zaczęła się od jednej okazji, ale to odwaga w podejmowaniu decyzji, konsekwencja i chęć rozwoju doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem.

-  Dwie Parownie, restauracja meksykańska, teraz kawiarnia - każdy z tych pomysłów ma inny charakter. Co decyduje o tym, w jaki koncept Pan inwestuje: własny gust, obserwacja klientów czy dostrzeżona luka na lubelskim rynku?

 - Myślę, że to połączenie własnej intuicji, obserwacji klientów i znajomości lubelskiego rynku. Lubię dostrzegać potencjał tam, gdzie inni być może go nie widzą. Nie zawsze trzeba wymyślać coś zupełnie nowego - czasem wystarczy dobrze znany koncept pokazać w nieco inny sposób. Każdy z moich lokali ma inny charakter, ale łączy je jedno: pomysł musi mieć potencjał i odpowiadać na potrzeby gości. Oczywiście ważny jest też mój własny gust, bo wierzę, że jeśli sam jestem przekonany do danego projektu, łatwiej mi zaangażować się w jego rozwój. 

- Z perspektywy gościa prowadzenie lokalu to przede wszystkim dobre jedzenie i miła atmosfera. Czego nie widać z sali, a co okazało się dla Pana największą lekcją prowadzenia gastronomicznego biznesu?

- Gość widzi efekt końcowy, ale za nim stoi mnóstwo pracy, decyzji i codziennych wyzwań. Gastronomia to nie tylko jedzenie i atmosfera, ale też logistyka, zarządzanie zespołem, pilnowanie kosztów i umiejętność reagowania na nieprzewidziane sytuacje. Największą lekcją było dla mnie to, że sam dobry pomysł nie wystarczy. Trzeba jeszcze umieć go przełożyć na sprawnie działający biznes. Nauczyłem się też, że nie wszystko da się zaplanować, dlatego w tej branży tak ważne są elastyczność, konsekwencja i ludzie, z którymi się pracuje. Bo ostatecznie sukces lokalu to nie tylko to, co trafia na talerz, ale cały proces, który sprawia, że gość chce do nas wrócić.

- Kohi już funkcjonuje jako marka kawowa. Dlaczego właśnie teraz zdecydował się Pan stworzyć pod jej szyldem kawiarnię? Jakie miejsce chce Pan zbudować i dla kogo?

 - Tak jak już wspominałem, trafiła się dobra okazja, a ja jestem zdania, że trzeba z nich korzystać. Tak powstał pomysł na cukiernię KOHI, w której połączymy dobre, domowe ciasta z naszą pyszną kawą. Chcemy stworzyć miejsce dla każdego. Takie, w którym można spokojnie usiąść, napić się kawy, spotkać ze znajomymi i pogadać o wszystkim, a czasem nawet o niczym. Ale też takie, do którego można wpaść na szybko w przerwie od pracy i zabrać kawę na wynos. Bo dla jednych kawa to poranny rytuał, dla innych chwila wytchnienia, a dla jeszcze innych pretekst do spotkania. I właśnie o to chodzi, by w KOHI każdy znalazł coś dla siebie i czuł się po prostu dobrze.

-  Co znajdziemy w filiżance i na talerzu w nowej kawiarni? Proszę opowiedzieć o wyborze kaw, sposobach ich parzenia i wypiekach - od czego poleciłby Pan zacząć pierwszą wizytę?

 -  W filiżankach znajdzie się cały przekrój kaw i jestem przekonany, że każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie od tego, czy lubi klasyczne kawy, czy woli spróbować czegoś innego. A wiadomo, że jak kawa, to i ciasto! U nas postawimy na domowe, pyszne słodkości. Takie, do których chce się wracać. Więcej na razie nie zdradzę, żeby zostawić trochę niespodzianek. Najlepiej po prostu wpaść do KOHI! Na miejscu nasi specjaliści pomogą wybrać kawę, doradzą i podpowiedzą, od czego zacząć.

- Gdzie i kiedy otworzy się Kohi? Proszę zabrać nas na krótki spacer po kawiarni jeszcze przed otwarciem: jak będzie wyglądała i jaki klimat chce Pan w niej stworzyć?

 - Cukiernię KOHI planujemy otworzyć już w listopadzie, przy ulicy Wileńskiej 21. Jeśli chodzi o wystrój, stawiamy na połączenie różu i turkusu, więc będzie kolorowo i z charakterem, ale przede wszystkim przytulnie. Chcemy, żeby to było miejsce, w którym można poczuć się swobodnie, usiąść z dobrą kawą i ciastem, odpocząć od codziennego biegu i po prostu miło spędzić czas. Ma być klimatycznie, bez nadęcia i z dobrą energią. Zapraszamy!

 

 


Podziel się
Oceń

Komentarze