„Ja już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz pomyślałam o sobie”.
To jedno z tych zdań, które w gabinecie słyszę wyjątkowo często. Wypowiadane cicho, czasem ze łzami w oczach, innym razem z bezradnym uśmiechem. Za tymi słowami bardzo często kryje się współuzależnienie - stan, w którym życie jednej osoby zaczyna stopniowo koncentrować się wokół problemów, emocji i zachowań drugiego człowieka.
Wbrew powszechnym stereotypom współuzależnienie nie dotyczy wyłącznie żon osób uzależnionych od alkoholu. To znacznie bardziej złożony mechanizm psychologiczny, który może pojawić się w każdej relacji, w której jedna osoba przez długi czas funkcjonuje w cieniu problemów drugiej. Najczęściej mówimy o rodzinach dotkniętych uzależnieniem od alkoholu, narkotyków czy hazardu, ale podobne schematy można zaobserwować również w relacjach naznaczonych przemocą psychiczną, manipulacją lub chronicznym kryzysem emocjonalnym.
Kiedy troska zamienia się w pułapkę
Współuzależnienie nie pojawia się nagle. Zwykle zaczyna się od troski i chęci pomocy. Chcemy wspierać bliską osobę, wierzymy, że dzięki naszej cierpliwości i zaangażowaniu sytuacja się poprawi. Z czasem jednak pomoc przeradza się w ratowanie, a ratowanie w nieustanną kontrolę.
Osoba współuzależniona coraz częściej sprawdza, pilnuje, tłumaczy i bierze odpowiedzialność za zachowania drugiego człowieka. Zaczyna żyć w ciągłym napięciu i stanie gotowości.
W jej głowie nieustannie pojawiają się pytania:
- Czy dziś pił?
- Czy znowu wróci późno?
- Czy będzie awantura?
- Czy dzieci to widzą?
- Co powiedzą inni?
Takie funkcjonowanie wymaga ogromnych zasobów psychicznych. Organizm pozostaje w stanie ciągłego alarmu, a własne potrzeby schodzą na dalszy plan. Z czasem człowiek traci kontakt z samym sobą - swoimi emocjami, marzeniami, granicami i poczuciem bezpieczeństwa.
Dlaczego tak trudno odejść?
To jedno z najczęściej zadawanych pytań. Osoby z zewnątrz często nie rozumieją, dlaczego ktoś pozostaje w trudnej, destrukcyjnej relacji przez wiele lat.
Odpowiedź jest jednak znacznie bardziej skomplikowana niż proste „mogła odejść”.
Współuzależnienie buduje się stopniowo. Wraz z upływem czasu pojawia się lęk przed samotnością, poczucie winy, wstyd, zależność finansowa czy odpowiedzialność za dzieci. Bardzo silnym czynnikiem pozostaje również nadzieja - przekonanie, że tym razem będzie inaczej, że partner się zmieni, podejmie leczenie, przestanie pić lub zacznie zachowywać się inaczej.
Nie bez znaczenia są także komunikaty słyszane przez lata:
„Przesadzasz”.
„Inni mają gorzej”.
„To twoja wina”.
„Gdybyś bardziej wspierała, wszystko wyglądałoby inaczej”.
Takie słowa stopniowo podważają zaufanie do własnych odczuć i osłabiają poczucie sprawczości. Człowiek zaczyna wątpić w siebie, a jego świat coraz bardziej podporządkowuje się problemom drugiej osoby.
Współuzależnienie nie kończy się po rozstaniu
Wiele osób zakłada, że wystarczy odejść z trudnej relacji, aby problem zniknął. Niestety rzeczywistość wygląda inaczej.
Mechanizmy wykształcone przez lata często pozostają aktywne jeszcze długo po zakończeniu związku. Potrzeba kontrolowania, nadmierna odpowiedzialność za innych, trudność w stawianiu granic czy życie w ciągłym napięciu mogą pojawiać się w kolejnych relacjach - partnerskich, rodzinnych, a nawet zawodowych.
Dlatego coraz częściej mówi się o współuzależnieniu nie tylko w kontekście rodziny, ale również funkcjonowania w miejscu pracy.
Współuzależnienie w pracy i biznesie
Choć może to brzmieć zaskakująco, wiele mechanizmów charakterystycznych dla rodzin dysfunkcyjnych można zaobserwować również w środowisku zawodowym.
Osoby przez lata funkcjonujące w napięciu często mają trudność z wyznaczaniem granic. Biorą na siebie zbyt wiele obowiązków, próbują ratować cały zespół, pracują ponad siły i nie potrafią odpoczywać bez poczucia winy. Każdą krytykę odbierają bardzo osobiście, a stres staje się ich codziennością.
Problem pogłębia się wtedy, gdy organizacja nieświadomie wzmacnia takie postawy. Dzieje się tak wszędzie tam, gdzie promuje się przeciążenie pracą, ignoruje sygnały wypalenia zawodowego, normalizuje chaos organizacyjny lub nagradza pracowników za poświęcanie własnego zdrowia i życia prywatnego.
Coraz więcej nowoczesnych firm dostrzega dziś znaczenie zdrowia psychicznego pracowników. Inwestują one nie tylko w rozwój kompetencji zawodowych, ale również w działania profilaktyczne: szkolenia z zakresu dobrostanu psychicznego, przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu, rozwój komunikacji w zespołach czy wsparcie psychologiczne dla pracowników i kadry zarządzającej.
Pomoc nie jest oznaką słabości
Osoby współuzależnione bardzo długo próbują poradzić sobie samodzielnie. Często zgłaszają się po pomoc dopiero wtedy, gdy organizm i psychika są już skrajnie wyczerpane.
Tymczasem terapia współuzależnienia nie polega na ocenianiu czy szukaniu winnych. To proces stopniowego odzyskiwania siebie, własnych emocji, granic, poczucia wartości i bezpieczeństwa. To nauka życia, w którym odpowiedzialność za własne szczęście nie jest uzależniona od zachowań drugiej osoby.
Bo nie można budować zdrowych relacji na fundamencie lęku, kontroli i ciągłego napięcia.
A pierwszy krok do zmiany często zaczyna się od prostego pytania:
„Czego ja właściwie potrzebuję?”
Być może właśnie od odpowiedzi na to pytanie rozpoczyna się proces odzyskiwania siebie.
Katarzyna Walczewska - psychoterapeutka uzależnień, pedagog resocjalizacyjny i biegła sadowa. Specjalizuje się w terapii uzależnień oraz zaburzeń zachowania, takich jak depresja, lęki, nerwice i zaburzenia odżywiania. Posiada doświadczenie w pracy z osobami uczestniczącymi w programach substytucyjnych. Na co dzień pracuje także z dziećmi i młodzieżą. Realizuje programy KCPU, m.in. Candis i Unplugged. Jako jedna z 19 trenerek w Polsce prowadzi szkolenia programu „Przeciw uzależnieniom - skuteczny samorząd", również na arenie międzynarodowej. Właścicielka GABINETÓW SPECJALISTYCZNYCH Odzyskaj Siebie.











Komentarze