Forszmak zawsze będzie mi się kojarzył z dzieciństwem. Moja mama nie była mistrzynią kuchni - miała kilka swoich sprawdzonych dań i raczej się ich trzymała - ale jedno wychodziło jej naprawdę wyjątkowo: forszmak. Pachniał w całym domu, był intensywny, lekko kwaśny od ogórków i taki „konkretny”, że jedna miska potrafiła nasycić na pół dnia. To był ten typ jedzenia, który nie wygląda może spektakularnie, ale smakuje tak, że chce się dokładkę.
Po latach, kiedy zamieszkałam już z moim narzeczonym, postanowiłam odtworzyć ten smak. Wydawało się proste - trochę mięsa, ogórki, przyprawy… co może pójść nie tak? No cóż, bardzo dużo. Doprawiałam „na oko”, próbowałam, poprawiałam… i z każdą kolejną próbą coś mi nie pasowało. W efekcie mój narzeczony kilka razy biegał do sklepu po dodatkową kiełbasę i ogórki, bo ciągle czegoś „brakowało”. Garnek robił się coraz większy, a ja dalej mieszałam i doprawiałam.
Finalnie wyszła taka ilość, że spokojnie można było wykarmić małą imprezę. I dokładnie tak zrobiliśmy. Następnego dnia zaprosiliśmy znajomych „na forszmak”. Ku mojemu zaskoczeniu, wszystkim smakowało. Może nie był identyczny jak u mamy, ale miał w sobie coś swojego i chyba o to w tym daniu chodzi.
Forszmak lubelski to właśnie taka kuchnia: trochę improwizacji, trochę intuicji i dużo smaku. Łączy w sobie różne rodzaje mięsa, kwaśność ogórków kiszonych i aromatyczne przyprawy, tworząc coś pomiędzy zupą a gulaszem - sycącego, rozgrzewającego i bardzo „domowego”.
Przepis na forszmak lubelski (wersja domowa)
Składniki (4 porcje):
- 300 g wołowiny
- 200 g wieprzowiny
- 150 g kiełbasy wędzonej
- 3-4 ogórki kiszone
- 1 cebula
- 1 marchewka
- 1 litr bulionu
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- liść laurowy, ziele angielskie
- sól, pieprz, papryka, majeranek
1 łyżka tłuszczu
Przygotowanie:
- Pokrój mięso w kostkę i obsmaż na tłuszczu.
- Dodaj cebulę, potem marchewkę i kiełbasę.
- Zalej bulionem, dodaj przyprawy i gotuj ok. 40–50 minut.
- Dodaj koncentrat i ogórki kiszone.
- Gotuj jeszcze 15-20 minut.
Dopraw do smaku.
Mała wskazówka
Forszmak często smakuje jeszcze lepiej następnego dnia - dokładnie tak jak u mnie, kiedy nagle z „zwykłego obiadu” zrobiło się spotkanie ze znajomymi











Komentarze