Uroczystość Wszystkich Świętych przypomina o tym, że żyjemy dla wieczności. Odwiedzamy groby, aby modlić się o wieczne szczęście naszych bliskich zmarłych. Pochylając się nad grobami, warto pomyśleć o sobie i przemijającym życiu - mówi ks. prof. dr hab. Marek Chmielewski, kierownik Katedry Duchowości Systematycznej i Praktycznej Instytutu Nauk Teologicznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.
W polskiej tradycji Dzień Wszystkich Świętych utożsamiany jest z Dniem Zadusznym. Oba święta łączone są z nawiedzaniem grobów. A jak zaznacza teolog ks. prof. Marek Chmielewski – są to różne dni liturgiczne i różna jest ich geneza. Uroczystość Wszystkich Świętych została ustanowiona w VII wieku za sprawą papieża Bonifacego IV, który kazał zebrać szczątki męczenników z katakumb i przenieść do rzymskiego Panteonu – kościoła pod wezwaniem Matki Bożej i Wszystkich Męczenników. Dzień Wszystkich Świętych wyznaczył na 13 maja, ale data ta została z czasem przesunięta na 1 listopada. Uroczystość Wszystkich Świętych to radosne święto, które przypomina o naszym powołaniu do życia w świętości.
Inny charakter ma Dzień Zaduszny, który wywodzi się z tradycji galijskiej. W 998 roku święty Odylon, opat benedyktyńskiego opactwa w Cluny wprowadził - 2 listopada - zwyczaj jednego dnia modlitwy za wszystkich zmarłych, szczególnie przebywających w czyśćcu.
Katolicy wierzą, że zmarli obciążeni doczesnymi grzechami przebywają w czyśćcu. To stan duchowy, w którym oczyszczają się z przywiązań do świata ziemskiego. Zmarli oczekują zjednoczenia z Bogiem, a więc szczęścia w niebie. Jeżeli idziemy na groby, aby się za nich pomodlić, to właśnie w trosce o ich wieczne zbawienie, wspierając ich naszą modlitwą w oczekiwaniu na pełne zjednoczenie z Bogiem - mówi ks. prof. Marek Chmielewski. I taki jest sens nawiedzania grobów: pamięć i modlitwa o wieczne szczęście dla zmarłych. Jednocześnie warto pomyśleć o sobie. Idziemy na groby także dla siebie, aby zdać sobie sprawę, że nasze życie przemija, czas ucieka i że kiedyś ktoś inny będzie modlił się nad naszym grobem. A może tylko przyjdzie zapalić świeczkę, porozmawia z sąsiadami i sobie pójdzie...? - mówi teolog.
Tę bliskość i nieuchronność śmierci oddaje jedna z najbardziej znanych sentencji „memento mori", którą można zobaczyć wyrytą na nagrobkach: „jestem tym, kim będziesz, będziesz kim jestem" (Quod tu es, fui, quod sum, tu eris).
Jako chrześcijanie powinniśmy w te listopadowe dni zadać sobie pytania: co robimy z czasem danym nam przez Boga? Czy żyjemy tak, aby mieć nadzieję na szczęście wieczne? A może marnujemy życie? I czy nasza troska o zmarłych nie przejawia się tylko raz w roku zniczami i kwiatami ułożonymi na nagrobkach? Wszystkie religie kultywują pamięć o zmarłych. Zewnętrznym przejawem tej pamięci, co jest zgodne z ludzką naturą, są jakieś oznaki. Komercja sprawiła, że jest to duża liczba zniczy oraz kwiatów, często sztucznych. Wydaje się nam, że im więcej świateł, im więcej kwiatów, tym większa miłość i pamięć, ale tak być nie musi - mówi ks. prof. Chmielewski. - Wiele wysiłku wkładamy w ozdobienie grobów, i słusznie, bo miejsca spoczynku bliskich powinny być zadbane, nie tylko z okazji Wszystkich Świętych czy Dnia Zadusznego, ale przez cały rok. Dla chrześcijan najważniejszym przejawem miłości i pamięci jest jednak pamięć modlitewna, dobre uczynki czy też jakieś formy postu. Kościół zachęca też, aby szczególnie w dniach oktawy Dnia Zadusznego (1-8 listopada) zyskiwać łaskę odpustu zupełnego i ofiarować ją za wybranych zmarłych. To duchowa pomoc dla nich - przypomina. - Tyle więc samo wysiłku co w zewnętrzne oznaki powinniśmy włożyć w przygotowanie duszy na przeżycie tej wielkiej tajemnicy świętości, przemijania i nadziei na spotkanie z naszymi zmarłymi.
Katolicy powinni pamiętać, że Wszystkich Świętych jest świętem nakazanym. Uroczystość wymaga obecności na Mszy świętej i przyjęcia Komunii Świętej pod rygorem grzechu ciężkiego.
- Przyjmując Komunię Świętą, pamiętajmy o bliskich zmarłych. Jeżeli wierzymy w świętych obcowanie i w nieśmiertelność duszy, to duchowe owoce, duchowe dary, jakie ofiarujemy zmarłym, są daleko ważniejsze niż te zewnętrzne przejawy naszej o nich pamięci - podkreśla ks. prof. Marek Chmielewski.

Komentarze