Zabójca, który postanowił ocalić życie
Will Robie nie jest zwyczajnym płatnym mordercą. To doskonale wyszkolony profesjonalista, wykonujący zadania dla wpływowych ludzi. Nie zadaje pytań, nie okazuje emocji i nie popełnia błędów. Przynajmniej do chwili, gdy otrzymuje kolejne zlecenie. Cel znajduje się niedaleko jego domu w Waszyngtonie. Wszystko powinno przebiec jak zwykle, jednak tym razem Robie zaczyna mieć wątpliwości. Wbrew zasadom, którym podporządkował całe życie, odmawia wykonania rozkazu. Konsekwencje są natychmiastowe. Człowiek, który dotąd polował na innych, sam staje się zwierzyną. Musi uciekać przed ludźmi dysponującymi ogromnymi wpływami i środkami, a każdy kolejny krok może okazać się jego ostatnim.
Nieoczekiwany sojusz
Podczas ucieczki Robie spotyka czternastoletnią dziewczynę, która uciekła z rodziny zastępczej. Jej rodzice zostali zamordowani, a ona sama znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Mężczyzna, który przez całe życie doskonalił umiejętność zabijania, podejmuje decyzję, jakiej nikt by się po nim nie spodziewał. Postanawia chronić nastolatkę. Od tej chwili nie walczy już wyłącznie o własne przetrwanie. Musi zmierzyć się z przeciwnikami, którzy nie cofną się przed niczym, oraz z własną przeszłością.
Thriller, w którym niebezpieczne są także decyzje
„Niewinny” otwiera serię powieści z Willem Robiem w roli głównej. David Baldacci łączy w niej sensacyjną akcję z politycznymi intrygami i pytaniem o granice lojalności. Najciekawszy jest jednak sam bohater. Robie nie staje się nagle człowiekiem bez skazy. Nadal pozostaje wyszkolonym zabójcą, ale po raz pierwszy zaczyna zastanawiać się nad konsekwencjami swoich działań. To właśnie ten konflikt - pomiędzy bezwzględnym profesjonalizmem a rodzącym się poczuciem odpowiedzialności za drugiego człowieka – stanowi oś powieści.
Od prawnika do autora światowych bestsellerów
David Baldacci należy do najbardziej rozpoznawalnych amerykańskich autorów thrillerów. Zanim rozpoczął karierę literacką, przez dziewięć lat pracował jako prawnik w Waszyngtonie. Jego debiutancka powieść „Władza absolutna”, wydana w 1996 roku, odniosła międzynarodowy sukces. Rok później Clint Eastwood przeniósł ją na ekran, występując również w roli głównej. Baldacci jest autorem ponad pięćdziesięciu książek, które ukazały się w kilkudziesięciu językach. Łączna sprzedaż jego twórczości przekroczyła 200 milionów egzemplarzy.
„Niewinny” trafi do polskich księgarń 21 października 2026 roku.
Dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza S.A. publikujemy dla Państwa fragment książki:
Po posiłku ruszył w stronę edynburskiego zamku. Widział go już z daleka i szedł ku niemu niespiesznym krokiem. Zamek był ogromny i imponujący. Nigdy nie został zdobyty siłą, tylko podstępem.
Wdrapał się na sam szczyt zamku, skąd roztaczała się panorama ponurej szkockiej stolicy. Przeciągnął dłonią po lufie armaty, która nigdy już nie wystrzeli. Obrócił się w lewo i zobaczył bezkres morza, które przed wiekami uczyniło z Edynburga ważny port handlowy. Przeciągnął się. Usłyszał chrzęst, a potem trzask w stawie lewego ramienia.
Czterdziestka. Jutro. Musiał tylko tego jutra doczekać.
Spojrzał na zegarek.
Jeszcze trzy godziny.
Wyszedł z zamku i ruszył przed siebie boczną uliczką.
Nagły zimny prysznic deszczu przeczekał przy kawie pod markizą jakiejś kawiarenki.
Później, kiedy zapadł całkowity zmrok, minął tablicę zapraszającą do zwiedzania podziemi Edynburga – tylko dorośli, tylko z przewodnikiem. Zbliżała się pora. Robie odtwarzał w pamięci każdy krok, każdy zakręt, każdy ruch, który będzie musiał wykonać.
Żeby przeżyć.
Robił tak za każdym razem i za każdym razem musiał wierzyć, że to wystarczy.
Will Robie nie chciał umrzeć w Edynburgu.
Chwilę później minął jakiegoś mężczyznę, który skinął głową. To było lekkie skłonienie głowy, nic więcej. Mężczyzna zniknął, a Robie skręcił w wejście, w którym tamten przed chwilą stał. Zamknął za sobą drzwi i ruszył przed siebie, przyspieszając kroku. Miał buty na gumowej podeszwie. Nie czyniły żadnego hałasu na kamiennej posadzce. Dwieście metrów dalej natknął się na drzwi po prawej stronie. Wszedł do pomieszczenia za nimi. Na wieszaku wisiała stara peleryna mnicha. Założył ją i narzucił kaptur na głowę. Były tu też inne rzeczy dla niego. Wszystkie potrzebne.
Rękawiczki.
Noktowizor.
Magnetofon.
Pistolet Glock z tłumikiem.
I nóż.
Czekał, co pięć minut spoglądając na zegarek. Jego zegarek był zsynchronizowany co do sekundy z zegarkiem kogoś innego.
Otworzył kolejne drzwi. Dotarł do kraty w podłodze, uniósł ją i po żelaznych uchwytach umocowanych w ścianie z kamienia zszedł na dół. Bezgłośnie zeskoczył na posadzkę i ruszył w lewo, licząc kroki. Nad nim był Edynburg. A przynajmniej jego „nowa” część.
On był teraz w podziemnym Edynburgu, zamieszkanym przez duchy i odwiedzanym przez turystów. Podziemia ciągnęły się pod South Bridge i starą częścią miasta, między innymi pod Mary King’s Close. Przemierzał szybko mroczne korytarze z cegły i kamienia. Dzięki noktowizorowi widział wszystko z doskonałą wyrazistością. Na ścianach znajdowały się w równych odstępach elektryczne lampy. Mimo to w podziemiach było ciemno.
Miał wrażenie, że słyszy wokół siebie głosy umarłych. Według miejscowych podań w siedemnastym wieku w mieście wybuchła zaraza, która szczególnie ciężko dotknęła jego ubogie dzielnice – takie jak Mary King’s Close. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się zarazy, ogrodzono murem ten obszar, zamykając w nim na zawsze jego mieszkańców. Robie nie był pewny, czy to prawda, ale nie byłby zaskoczony, gdyby rzeczywiście tak zrobiono. Tak czasem reaguje cywilizacja w obliczu zagrożenia – nieważne, czy realnego, czy tylko wyobrażonego. Po prostu ogrodzili ich murem. Myprzeciwko nim. Przetrwają najlepiej przystosowani. Ty umierasz, ale ja będę żył.
Zerknął na zegarek.
Jeszcze dziesięć minut.
Zwolnił, idąc teraz w takim tempie, żeby dotrzeć na miejsce kilka minut przed czasem. Tak na wszelki wypadek.
Usłyszał ich, zanim zdążył zobaczyć.
Było ich pięciu, nie licząc przewodnika. Ten człowiek ze swoją świtą.
Będą uzbrojeni. Będą czujni. Bo ochroniarze wiedzą, że to idealne miejsce na zasadzkę.
Mają rację.
Zejście tutaj było szczytem głupoty ze strony tego człowieka.
Było.
Marchewka musiała być wyjątkowo duża.
Była.
Była ogromna i całkowicie zmyślona. A mimo to zszedł tutaj, ponieważ nie zdawał sobie z tego sprawy. To kazało Robiemu się zastanowić, na ile rzeczywiście niebezpieczny jest ten człowiek. Ale to nie jego zmartwienie.
Pozostały cztery minuty.

Komentarze