Nazwa gospodarstwa pochodzi od ziemi, na której pracowali jego dziadkowie i rodzice. Zainteresowanie rodzimymi rasami zwierząt ma z kolei związek ze studiami i pasją do genetyki. Zbigniew Kołodziej od 20 lat hoduje w Majątku Rutka gęsi biłgorajskie, a od 2011 roku organizuje święto gęsi. Przed dniem św. Marcina opowiada o historii swojego stada, przygotowaniu gęsiny i powodach, dla których nadal jemy ją przede wszystkim od święta.
- Skąd wziął się Majątek Rutka? Nazwa brzmi tak, jakby kryła się za nią długa historia.
- Bo ta historia rzeczywiście jest długa i związana z moją rodziną. Rutka to wiekowa nazwa rolniczej części Puchaczowa, która zawsze funkcjonowała wśród miejscowej ludności. Moi dziadkowie i rodzice mieli tutaj ziemię. Nie musiałem więc szukać nazwy dla gospodarstwa - ona już istniała i była zakorzeniona w tym miejscu. Dodałem tylko pierwszy człon, „Majątek”, nawiązując do starego gospodarstwa rolnego z wieloletnimi tradycjami. Tak powstał Majątek Rutka. W tej nazwie jest zarówno miejsce, jak i ciągłość rodzinnego gospodarowania.

- Dlaczego zdecydował się Pan hodować właśnie rodzime rasy zwierząt?
- Hodowla rodzimych ras to mój konik. Zainteresowanie nimi wiąże się z genetyką, którą ukończyłem na Akademii Rolniczej w Lublinie. Kiedy zdobyłem informacje o Instytucie Zootechniki w Balicach, koordynującym ochronę rodzimych ras, postanowiłem zająć się gęsiami biłgorajskimi. Szczególnie interesowały mnie ptaki związane z naszym regionem, a znajdujące się w zasobach genetycznych poza Lubelszczyzną. W 2003 roku wystąpiłem do ministerstwa z prośbą o możliwość ich zakupu. Od tego zaczęła się droga do sprowadzenia gęsi do Majątku Rutka.

- Jaką drogę przeszła gęś biłgorajska, zanim ponownie trafiła na Lubelszczyznę?
- Początkowo gęsi biłgorajskie utrzymywano w Lublinie, na uczelni, która dziś jest Uniwersytetem Przyrodniczym. Później zostały sprzedane do Olsztyna, na Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. W 2006 roku kupiłem 230 sztuk i sprowadziłem je do swojego gospodarstwa. Od tamtego czasu są w Majątku Rutka, czyli już 20 lat. Obecnie utrzymujemy czternaste pokolenie potomne tej hodowli. Dzisiejsze stado ma więc swoją historię, której początek stanowią właśnie tamte sprowadzone przeze mnie ptaki.
- „Na świętego Marcina najlepsza gęsina”. Co sprawia, że właśnie listopad jest jej porą?
- Ja dodaję jeszcze: „i dzban wina”. W tym powiedzeniu jest odniesienie do odpowiedniego momentu w hodowli. W listopadzie gęsi mają dojrzałe mięso, a tuszki są odpowiednio otłuszczone. Dlatego czekamy do świętego Marcina, bo zależy nam na tym, żeby mięso było dojrzałe i smaczne. Chłodne listopadowe dni to dobra pora na takie potrawy. W Majątku Rutka święto gęsi obchodzimy co roku od 2011 roku, kiedy oddaliśmy do użytku budynek agroturystyczny. Gęsina stała się w ten sposób częścią naszych jesiennych spotkań i tradycji gospodarstwa.
- Wiele osób chciałoby przygotować gęś w domu, ale obawia się, że to trudniejsze niż upieczenie kurczaka. Od czego zacząć?
- Od dobrze przygotowanej tuszki. Duże znaczenie ma odpowiedni termin jej pozyskania, między innymi ze względu na tak zwane pałki, czyli niedojrzałe pióra. Ich pozostałości są kłopotliwe i mogą zniechęcić konsumenta jeszcze przed gotowaniem. Kolejna sprawa to tłuszcz. Jego nadmiar należy oddzielić i wykorzystać osobno, ponieważ samo mięso jest już dość tłuste. Podczas pieczenia trzeba natomiast pamiętać o temperaturze oraz uzupełnianiu wody w naczyniu. Warto zwrócić uwagę na te podstawowe rzeczy, bo przygotowanie gęsiny zaczyna się wcześniej niż w chwili włożenia jej do piekarnika.
- Czy przez lata Pana pracy Polacy bardziej przekonali się do gęsiny, czy wciąż przypominamy sobie o niej głównie 11 listopada?
- Myślę, że niestety nadal przede wszystkim raz w roku, na świętego Marcina. Gęsina nie jest u nas mięsem tak powszechnie dostępnym i wybieranym jak kurczak. Świeżą kupuje się sezonowo, natomiast poza tym okresem dostępna jest głównie mrożona. Duża część polskiej produkcji trafia na eksport. Do tego dochodzi cena - gęś jest droższa od kurczaka, którego można kupić niemal wszędzie. Sezonowa dostępność i koszt sprawiają więc, że na wielu stołach pozostaje daniem na szczególną okazję.
- Dziękuję za rozmowę.


Komentarze