środa, 30 września 2026 00:41
Reklama
Konkurencyjne Lubelskie 2026

Dlaczego „Konkurencyjne Lubelskie” stawia na dual use? Jolanta M. Kozak o tegorocznej konferencji

Przerwa w dostawach, rosnące koszty energii, zależność od jednego dostawcy - bezpieczeństwo firmy zaczyna się od codziennych decyzji. Dlatego dual use to główny temat III edycji „Konkurencyjnego Lubelskiego”. Rozmowa z Jolantą M. Kozak, redaktor naczelną portalu panoramalubelska.pl oraz organizatorką konferencji.
Dlaczego „Konkurencyjne Lubelskie” stawia na dual use? Jolanta M. Kozak o tegorocznej konferencji

- Dlaczego dual use stało się głównym tematem trzeciej edycji „Konkurencyjnego Lubelskiego”? Co ten temat mówi o sytuacji, w której dziś działają przedsiębiorcy?

- Przy pierwszych edycjach rozmawialiśmy przede wszystkim o tym, jak lubelskie firmy mogą się rozwijać i skuteczniej konkurować. To pytanie pozostaje aktualne, ale dziś trzeba dodać do niego drugie: jak utrzymać działalność, gdy warunki gwałtownie się zmienią? Ostatnie lata pokazały, że bezpieczeństwo nie jest sprawą odległych instytucji. Przedsiębiorca odczuwa skutki przerw w dostawach, wzrostu cen energii czy problemów z transportem bardzo szybko.

Dual use jest ciekawym punktem wyjścia do tej rozmowy, bo łączy rozwój z odpornością. Rozwiązanie stworzone dla cywilnego odbiorcy może mieć także zastosowanie w sytuacji kryzysowej, a potrzeby związane z bezpieczeństwem mogą stać się impulsem do opracowania technologii przydatnej na zwykłym rynku. Chciałabym, żeby podczas konferencji udało się zejść z poziomu definicji i pokazać przedsiębiorcom, gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla ich wiedzy, produktów i doświadczenia.

- Dual use kojarzy się często z przemysłem obronnym. Gdzie widzisz miejsce dla lubelskich firm produkcyjnych, spożywczych, transportowych czy informatycznych?

- Gdy słyszymy „dual use”, łatwo wyobrazić sobie wyłącznie sprzęt wojskowy. To skojarzenie może zamknąć rozmowę, zanim w ogóle się zacznie. Tymczasem w sytuacji kryzysowej znaczenie mają także sprawna produkcja, bezpieczna żywność, niezawodne systemy informatyczne, magazynowanie i transport. Firma nie musi produkować niczego dla wojska, by jej kompetencje okazały się ważne dla bezpieczeństwa.

Nie chcę też nikogo przekonywać, że każda lubelska firma powinna zmieniać profil działalności. Bardziej interesuje mnie pytanie, czy przedsiębiorcy dostrzegają dodatkowe zastosowania tego, co już robią, i czy wiedzą, z kim mogliby o nich porozmawiać. Producent może mieć technologię pozwalającą szybko dostosować linię do innego wyrobu. Firma informatyczna może tworzyć systemy działające także przy zakłóceniach. Przedsiębiorstwo logistyczne wie, jak zorganizować dostawy pod presją czasu. Chciałabym, żeby na konferencji spotkali się ludzie, którzy potrafią nazwać takie możliwości, ale też uczciwie powiedzieć, jakie stoją przed nimi bariery.

- Co właściwie oznacza bezpieczeństwo gospodarki z punktu widzenia przedsiębiorcy: ciągłość dostaw, dostęp do energii, własne technologie, a może coś jeszcze?

- Moim zdaniem bezpieczeństwo gospodarki zaczyna się od ciągłości działania pojedynczych firm. Właściciel zakładu nie pyta najpierw o wielkie strategie. Pyta, czy będzie miał z czego produkować, czy zapłaci rachunki za energię, czy pracownicy dotrą do pracy i czy gotowy towar trafi do klienta. Do tego dochodzi bezpieczeństwo danych oraz zależność od dostawców technologii, których czasem nie da się szybko zastąpić.

Oczywiście żadna firma nie przygotuje się na każdą możliwą sytuację. Może jednak rozpoznać swoje najważniejsze zależności. Jeśli jeden dostawca odpowiada za kluczowy surowiec albo awaria jednego systemu zatrzymuje całą produkcję, warto wiedzieć o tym zawczasu. Bezpieczeństwo nie polega wyłącznie na gromadzeniu zapasów. To także umiejętność współpracy, planowania i podejmowania decyzji, kiedy pojawia się problem. Dlatego chcemy rozmawiać zarówno o technologiach, jak i o organizacji przedsiębiorstw.

- Lubelszczyzna leży blisko wschodniej granicy. Czy ta lokalizacja zmienia sposób, w jaki regionalne firmy powinny myśleć o swojej działalności i przygotowaniu na kryzysy?

- Nie chciałabym przedstawiać położenia Lubelszczyzny wyłącznie jako zagrożenia. Nasz region ma doświadczenia, których gdzie indziej może brakować: związane ze współpracą transgraniczną, transportem, zmianami na wschodnich rynkach czy reagowaniem na skutki wojny w Ukrainie. Wiele osób tutaj bardzo dobrze wie, że wydarzenia międzynarodowe potrafią szybko wpłynąć na codzienne działanie firmy.

Ta bliskość powinna zachęcać do zadawania konkretnych pytań. Czy mamy inne możliwości dostaw, gdy jedna trasa przestanie działać? Jak szybko firma może zmienić sposób dystrybucji? Z kim w regionie może współpracować, jeśli sama nie dysponuje odpowiednim zapleczem? Jednocześnie chciałabym, żebyśmy dostrzegli szansę wynikającą z kompetencji lubelskich przedsiębiorców. Nie chodzi o budowanie narracji o regionie żyjącym w cieniu granicy, lecz o wykorzystanie doświadczeń, które pozwalają działać odpowiedzialnie i skutecznie.

- W programie znalazło się bezpieczeństwo branży spożywczej. Jakie pytania chciałabyś postawić jej przedstawicielom podczas konferencji?

- Branża spożywcza jest dla Lubelszczyzny szczególnie ważna, dlatego nie mogło jej zabraknąć w programie. Chciałabym zapytać przedsiębiorców, co dziś najbardziej utrudnia im planowanie produkcji. Czy największym problemem są koszty energii, dostępność surowców, transport, a może niepewność co do przyszłych zamówień? Interesuje mnie też, jak firmy przygotowują się na przerwy w dostawach i czy mają realną możliwość zbudowania zaplecza na trudniejszy czas.

Ważne, by nie rozmawiać o tej branży jak o jednej grupie o jednakowych potrzebach. Duży zakład ma inne możliwości niż niewielki przetwórca współpracujący z lokalnymi rolnikami. Chciałabym usłyszeć, jakie rozwiązania sprawdzają się w praktyce, a które dobrze wyglądają tylko na papierze. Bezpieczeństwo żywności to nie tylko kwestia tego, czy produkt jest dostępny. To także pytanie, czy przedsiębiorstwa potrafią utrzymać jego jakość i produkcję, gdy muszą działać w trudniejszych warunkach.

- Czy firmy są dziś gotowe inwestować w rozwiązania zwiększające odporność, jeśli zwrot z takiej inwestycji nie zawsze widać od razu? Jaką rolę powinny odegrać instytucje finansujące rozwój?

- To jedna z najtrudniejszych kwestii. Przedsiębiorca może rozumieć, że potrzebuje bezpieczniejszego systemu informatycznego, magazynu energii albo dodatkowego źródła dostaw. Równocześnie musi co miesiąc opłacić pracowników, surowce i wszystkie bieżące zobowiązania. Inwestycja w odporność często nie przynosi szybkiego wzrostu sprzedaży. Jej wartość staje się widoczna wtedy, gdy pojawia się zakłócenie, a firma może nadal pracować.

Dlatego tak ważna jest rozmowa z instytucjami finansowymi, ale prowadzona językiem konkretnych możliwości. Jakie projekty mogą otrzymać wsparcie? Czy mniejsza firma poradzi sobie z wymaganiami? Jak ocenić, od której inwestycji zacząć? Nie chciałabym, żeby przedsiębiorca usłyszał jedynie, że „powinien być odporny”. Powinien także dowiedzieć się, jak sfinansować rozsądnie zaplanowaną zmianę i do kogo zwrócić się po pomoc w jej przygotowaniu.

- Dużo mówi się o suwerenności technologicznej. Co to hasło powinno oznaczać w praktyce dla polskich i lubelskich przedsiębiorstw?

- To pojęcie brzmi bardzo szeroko, ale w firmie sprowadza się do dość prostych pytań. Kto kontroluje technologię, od której zależy nasza produkcja lub usługa? Czy możemy ją rozwijać, naprawić i dostosować do nowych potrzeb? Co zrobimy, jeśli dostawca przestanie zapewniać części, aktualizacje albo wsparcie? Nie chodzi o to, żeby każdy przedsiębiorca wszystko projektował i produkował sam. Chodzi o świadome wybieranie zależności i unikanie takich, które mogą całkowicie zatrzymać działalność.

Widzę tu ważną rolę dla firm technologicznych i uczelni z naszego regionu, ale współpraca nie zaczyna się od podpisania uroczystego porozumienia. Zaczyna się wtedy, gdy przedsiębiorca może powiedzieć: „Mam taki problem w zakładzie. Czy potraficie pomóc mi go rozwiązać?”. Chciałabym, aby konferencja ułatwiała właśnie takie spotkania. Jeśli mówimy o suwerenności technologicznej, powinniśmy równocześnie tworzyć warunki, w których własne kompetencje mogą znaleźć praktyczne zastosowanie.

- W tym roku wprowadzacie stoliki eksperckie. Z jaką konkretną sprawą przedsiębiorca powinien móc wyjść z konferencji, żebyś uznała, że spotkanie spełniło swoją rolę?

- Najbardziej zależy mi na tym, by przedsiębiorcy mieli możliwość rozmowy o własnych sprawach. Podczas wystąpienia ze sceny można usłyszeć dobrą diagnozę, ale trudno zadać pytanie dotyczące konkretnego zakładu czy planowanej inwestycji. Przy stoliku eksperckim taka rozmowa jest możliwa. Ktoś zapyta o finansowanie, ktoś o energię, a ktoś inny o partnera, z którym mógłby rozwijać nową technologię.

Nie oczekuję, że w ciągu jednego popołudnia rozwiążemy wszystkie problemy firm. Jeśli jednak uczestnik wyjdzie ze spotkania z jasnością, jaki powinien być jego następny krok, i będzie znał osobę, z którą może ten temat kontynuować, konferencja przyniesie mu realną korzyść. Właśnie dlatego zmieniamy formułę. Chcemy dać więcej miejsca na kontakt między ludźmi, bo często od jednej rzeczowej rozmowy zaczyna się współpraca, której wcześniej nikt nie planował.

- Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia 8 grudnia.


Podziel się
Oceń

Komentarze