czwartek, 17 września 2026 11:42
Reklama
Historia Polski

Cios w plecy - 17 września 1939 roku Polska w kleszczach wrogów

Wkroczenie Armii Czerwonej na teren Rzeczpospolitej zdezorientowało Polaków, a skuteczna obrona i wola walki osłabła – o 17 września 1939 roku mówi historyk, prof. dr hab. Marek Wierzbicki z Katedry Systemów Politycznych i Komunikowania Międzynarodowego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Jak dodaje ekspert KUL, 19 miesięcy sowieckiej okupacji Ziem Wschodnich Polski przebiegało pod znakiem terroru, eksterminacji  oraz rabunku mienia obywateli i instytucji państwa polskiego.
  • Źródło: KUL
Cios w plecy - 17 września 1939 roku Polska w kleszczach wrogów

Źródło: Wikipedia

Genezy września 1939 roku należy szukać w skutkach I wojny światowej i zakwestionowania układu wersalskiego. Republika Weimarska jako państwo pokonane, bardzo boleśnie odczuwało utratę swojej mocarstwowej pozycji. Podobnie Rosja bolszewicka (późniejszy Związek Sowiecki), której próbę szerzenia rewolucję proletariacką na całą Europę powstrzymała Polska w wojnie lat 1919-1920.  Te dwa rewizjonistyczne państwa nie wyzbyły się jednak planów ekspansji: Niemcy na wschód Europy, a Sowieci na zachód. - A Polska w 1939 roku po raz drugi stanęła im na drodze. Tym razem jednak była w gorszej sytuacji. Niemcy i Związek Sowiecki ogromnie wzmocniły się w latach trzydziestych XX wieku, miały o wiele większy potencjał militarny, demograficzny i ekonomiczny od II Rzeczpospolitej. Kiedy osiągnęły porozumienie to los naszego kraju był przesądzony - mówi ekspert KUL, historyk prof. Marek Wierzbicki.

Polacy nie widzieli o podpisanym 23 sierpnia w Moskwie pakcie Ribbentrop-Mołotow. Jego następstwem był atak Hitlera na Polskę od zachodu. 17 września wschodnia granicę RP przekroczyli Sowieci. - Polska była jedynym krajem w Europie zaatakowanym z dwóch stron przez wrogie państwa. I dlatego nie mogła skutecznie obronić się, tym bardziej, że jej sojusznicy - Wielka Brytania i Francja - nie udzieliły nam żadnej skutecznej pomocy, ograniczając się tylko do gestów politycznych, czyli do wypowiedzenia wojny Niemcom  - dodaje historyk.
 
Cios od wrogów i sojuszników
 
1 września był dla Polaków ogromnym zaskoczeniem i wstrząsem. - Dominowała jednak determinacja i wola walki. Bardzo ważną rolę odgrywała nadzieja na to, że sojusznicy, czyli Francja i Wielka Brytania, uderzą z zachodu na Niemcy – mówi prof. Wierzbicki. Tyle, że podczas konferencji w Abbeville 12 września sojusznicy podjęli decyzję o nierozpoczynaniu działań wojennych przeciwko Niemcom. – O swojej decyzji nie poinformowali jednak polskiego rządu. Polacy żyli nadzieją, że losy wojny się zmienią, a oddziały polskie wraz z sojusznikami wkroczą do Berlina. Ta nadzieja osłabła, gdy około 11 września Niemcy zaczęli przekraczać Wisłę, a 13 września docierali do Bugu - dodaje prof. Wierzbicki. - Uderzenie Sowietów jeszcze bardziej zmieniło sytuację i nastroje ludności, ponieważ przyniosło ogromną dezorientację. Polacy nie wiedzieli, w jakim charakterze wkraczają wojska sowieckie, które często informowały, że nie przychodzą z wrogimi zamiarami, ale „bić Germańca" i wziąć pod opiekę Białorusinów i Ukraińców. Po sowieckim ataku tak naprawdę już ta skuteczna, efektywna obrona i wola walki ogromnie osłabła - dodaje.

Józef Stalin, który nie wybaczył Polakom przegranej wojny 1920 roku, tłumaczył atak rozpadem państwa polskiego i koniecznością ochrony mniejszości słowiańskich - Ukraińców i Białorusinów.
- Propaganda sowiecka kłamliwie informowała, że najpierw uciekły władze Polski, a dopiero potem Armia Sowiecka wkroczyła do Polski. A było dokładnie odwrotnie. Polski rząd i Naczelny Wódz opuścili terytorium Rzeczpospolitej pod wpływem wiadomości o nadciągających ze wschodu oddziałach Armii Czerwonej - wyjaśnia prof. Wierzbicki.
 
Na przegranej pozycji
 
Wojsko Polskie nie miało szansy w starciu z dwiema militarnymi potęgami. Główne siły walczyły z Niemcami w zachodniej i centralnej kraju. Część północno-wschodnia i centralna tzw. Kresów Wschodnich była słabo broniona, co ułatwiło sowiecką agresję. Wódz Naczelny Wojska Polskiego, marszałek Edward Rydz-Śmigły, 17 września wieczorem wydał rozkaz, który zaczynał się od słów „Z Sowietami nie walczyć". - Rozkaz zdezorientował żołnierzy, bo zakazywał walki chyba że Sowieci zaatakują lub podejmą próbę rozbrojenia -  mówi prof. Marek Wierzbicki. Mimo tego na Kresach było kilka punktów oporu, które przeszły do historii. Najważniejszym z nich to była obrona Grodna w dniach 20-22 września 1939 roku. Około 1,5 tys. żołnierzy i cywilów przez prawie trzy dni , broniło miasta przed oddziałami pancernymi Sowietów. - Pierwszego dnia obrońcy odnosili sukcesy. Kilkadziesiąt czołgów sowieckich zostało spalonych butelkami z benzyną, a reszta się wycofała. Ale napór Armii Czerwonej był tak duży, że 22 września Sowieci weszli do Grodna i w odwecie rozstrzelali 300 obrońców miasta, również ludność cywilną i jeńców. Była to zbrodnia wojenna - dodaje historyk KUL.
Pod Kodziowcami (bój pod Sopoćkiniami) polskie oddziały zniszczyły kilkadziesiąt wozów pancernych i sowieckich czołgów. Duże walki toczyły się na Polesiu, gdzie działało pod dowództwem generała Franciszka Kleeberga zgrupowanie Korpusu Ochrony Pogranicza wycofujące się w kierunku Warszawy. Żołnierze stoczyli bitwy pod Szackiem i Wytycznem koło Włodawy.

Napór sowiecki był za duży i polskie wojska musiały się cofać na zachód. Ostatecznie zostały otoczone przez Niemców pod Wolą Gułowską i Kockiem i tam zmuszone do kapitulacji.
 
Lubelszczyzna pod sowieckim butem
 
Jak mówi prof. Wierzbicki, na skutek układu Ribbentrop-Mołotow Polska została podzielona między oba mocarstwa. To był czwarty rozbiór Polski. Obszary etnicznie polskie, w tym Lubelszczyzna, miały znaleźć się w państwie sowieckim. - Doszło do zamieszania, gdy Niemcy doszli do Bugu i zajęli prawie całą Lubelszczyznę, a następnie wycofywali się i oddawali teren wojskom sowieckim. Po nowym układzie sowiecko-niemieckim, „Pakcie o przyjaźni i granicach" z 28 września 1939 roku wojska sowieckie ostatecznie wycofały się na linię Bugu.  - Był to dziesięciodniowy okres okupacji sowieckiej wschodniej i centralnej Lubelszczyzny, między Bugiem a Piaskami - mówi prof. Wierzbicki.

Sowietom na tych terenach pomagali ich zwolennicy, którzy często wywodzili się z mniejszości narodowych: ukraińskiej, żydowskiej, czy białoruskiej. - Byli to ludzie często o poglądach lewicowych czy wręcz przedwojenni komuniści. Byli m.in. przewodnikami oddziałów sowieckich, pomagali sporządzać listy zakładników czy listy osób przeznaczonych do aresztowania. Wielu z tych aresztowanych nigdy nie wróciło do domów, bo stracili życie w Związku Sowieckim lub zostali zabici na miejscu - przypomina tragiczne losy Polaków ekspert KUL.  Dochodziło do wielu napaści i egzekucji polskich jeńców wojennych. Związek Sowiecki nie był stroną Konwencji Haskiej o ochronie jeńców wojennych i dlatego władze sowieckie nie czuły się skrępowane żadnymi ograniczeniami w stosunku do schwytanych przeciwników. Apogeum tragicznych losów żołnierzy był zbrodnia katyńska z kwietnia i maja 1940 r., czyli wymordowanie  z zimną krwią 22,5 tysiąca oficerów, policjantów i przedstawicieli polskiej inteligencji.
 


Podziel się
Oceń

Komentarze