czwartek, 27 sierpnia 2026 08:07
Reklama
MBA NA NOWE CZASY

Czy MBA jeszcze się opłaca? Prof. Artur Dmowski: Sam dyplom już nie wystarczy

Rynek pracy zmienia się szybciej niż programy wielu studiów menedżerskich. Sztuczna inteligencja, automatyzacja, presja kosztowa, ESG, bezpieczeństwo łańcuchów dostaw i nieprzewidywalność gospodarki sprawiają, że od osób zarządzających firmami oczekuje się dziś zupełnie innych kompetencji niż jeszcze kilka lat temu. O tym, jak powinno wyglądać nowoczesne MBA i dlaczego na takich studiach coraz mniej miejsca jest na teorię, rozmawiamy z dr. inż. Arturem Dmowskim, prof. Akademii WSEI, koordynatorem kierunku MBA w zakresie Logistyki i Zarządzania Łańcuchem Dostaw w Akademii WSEI.
Czy MBA jeszcze się opłaca? Prof. Artur Dmowski: Sam dyplom już nie wystarczy

Źródło: Artur Dmowski

- MBA przez lata kojarzyło się z prestiżem, zarządzaniem i awansem. Czy dzisiaj sam dyplom MBA nadal robi takie wrażenie na rynku?
- Sam dyplom nie wystarczy. Dzisiaj liczy się przede wszystkim to, co człowiek potrafi z tą wiedzą zrobić. Jeżeli ktoś kończy MBA i nadal podejmuje decyzje wyłącznie intuicyjnie, nie potrafi analizować danych, rozumieć finansowych konsekwencji swoich decyzji czy zarządzać zmianą technologiczną, to sam dokument nie rozwiązuje problemu.
Dlatego projektując nasze studia, postawiliśmy na bardzo praktyczne podejście. Chcemy, żeby uczestnik nie tylko wiedział, czym jest Lean, ESG, sztuczna inteligencja czy controlling, ale potrafił zastosować te narzędzia w konkretnej organizacji.

- Czyli mniej wykładów, więcej realnego biznesu?
- Zdecydowanie. Chcemy odejść od modelu, w którym wykładowca przez kilka godzin przekazuje teorię, a słuchacze robią notatki. Nasze zajęcia mają być przede wszystkim warsztatami. W programie wykorzystujemy case studies, analizę rzeczywistych problemów biznesowych, gry symulacyjne 
czy pracę nad projektami.
To jest ogromna wartość, kiedy uczestnik może skonfrontować swoje doświadczenie z człowiekiem, który następnego dnia po zajęciach wraca do firmy i podejmuje decyzje dotyczące budżetów, inwestycji, pracowników czy procesów.

- Właśnie. Jednym z wyróżników tego MBA ma być kadra złożona z praktyków. Dlaczego jest to dla Pana tak ważne?
- Bo biznesu nie można skutecznie uczyć wyłącznie z podręcznika. Oczywiście wiedza akademicka jest potrzebna, ale menedżer musi jeszcze wiedzieć, jak zastosować ją w warunkach presji czasu, ograniczonego budżetu czy konfliktu interesów. Dlatego zaprosiliśmy do współpracy osoby, które rzeczywiście zarządzają organizacjami. Wśród wykładowców są prezesi, dyrektorzy i eksperci odpowiedzialni za konkretne obszary biznesu – od infrastruktury i transportu, przez produkcję, logistykę i finanse, po cyfryzację oraz sztuczną inteligencję.
Chodzi o to, żeby uczestnik MBA mógł zapytać: „Co Pan zrobiłby w takiej sytuacji w swojej firmie?”. I dostać odpowiedź wynikającą z doświadczenia, a nie tylko z teorii.


- Czy uczestnik będzie mógł przynieść na zajęcia własny problem z firmy?
- Właśnie do tego chcemy zachęcać. Jeżeli ktoś zarządza magazynem, transportem, produkcją czy całym łańcuchem dostaw i ma problem z kosztami, efektywnością albo organizacją procesu, to nie ma sensu udawać, że uczymy go na abstrakcyjnym przykładzie. Możemy analizować realne przypadki i szukać rozwiązań. Wtedy nauka natychmiast przekłada się na biznes.

- W programie znalazła się sztuczna inteligencja, automatyzacja i Przemysł 4.0. Czy menedżer, który nie jest informatykiem, naprawdę musi się na tym znać?
- Menedżer nie musi być programistą. Musi natomiast rozumieć, jakie możliwości dają nowe technologie i przede wszystkim umieć ocenić, gdzie ich zastosowanie ma sens. AI nie jest już ciekawostką technologiczną. To narzędzie, które wpływa na sposób organizowania pracy, analizowania danych, planowania procesów czy obsługę klienta. Zadaniem osoby zarządzającej jest odpowiedzieć sobie na pytanie: gdzie technologia rzeczywiście zwiększy efektywność, ile będzie kosztowała i jaki przyniesie zwrot. Dlatego w naszym programie łączymy technologię z biznesem. Nie uczymy AI dla samej AI.

- W programie jest również ESG, dekarbonizacja i gospodarka obiegu zamkniętego. Czy to nie są tematy, które wciąż dla części przedsiębiorców brzmią jak korporacyjna moda?
- Jeszcze kilka lat temu można było tak powiedzieć. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Regulacje, oczekiwania kontrahentów, koszty energii, wymagania dużych odbiorców i presja na ograniczanie emisji powodują, że kwestie środowiskowe coraz częściej stają się elementem decyzji biznesowych. Menedżer powinien więc rozumieć nie tylko samą ideę ESG, ale wiedzieć, jakie może mieć ona konsekwencje dla firmy. To jest właśnie przykład wiedzy, która musi być aktualna i dostosowana do rzeczywistych wymagań rynku.

- MBA, które proponujecie, jest jednak bardzo mocno sprofilowane. To nie jest studium ogólnego zarządzania.
- To prawda. Kierunek MBA w zakresie Logistyki i Zarządzania Łańcuchem Dostaw  kierujemy przede wszystkim do osób związanych z sektorem TSL, logistyką, produkcją i zarządzaniem operacyjnym. Dzisiaj łańcuch dostaw jest jednym z kluczowych elementów funkcjonowania przedsiębiorstwa. Zaburzenia transportu, problemy z dostawcami, zmiany cen, dostępność surowców czy sytuacja geopolityczna mogą bardzo szybko przełożyć się na wyniki finansowe firmy. Dlatego potrzebujemy menedżerów, którzy potrafią patrzeć na logistykę nie jako na koszt, ale jako na strategiczny element biznesu.

- Czyli menedżer logistyki musi dzisiaj rozumieć także finanse?
- Bezwzględnie. Jeżeli podejmuję decyzję dotyczącą magazynu, transportu czy zapasów, muszę wiedzieć, jaki będzie jej wpływ na wynik finansowy przedsiębiorstwa. Dlatego w programie znalazł się moduł dotyczący finansów menedżerskich i controllingu w logistyce. Chcemy pokazać uczestnikom zależność między decyzją operacyjną a takimi wskaźnikami jak EBITDA czy ROI.

- Bardzo ciekawie wygląda również pomysł projektu dyplomowego. Zamiast klasycznej pracy - projekt, który ma przynieść firmie konkretną korzyść.
- To konsekwencja całej filozofii tych studiów. Jeżeli przez cały czas uczymy się rozwiązywać rzeczywiste problemy, to również zakończenie studiów powinno mieć wymiar praktyczny. Projekt dyplomowy ma być projektem wdrożeniowym, optymalizacyjnym albo 
restrukturyzacyjnym. Chcemy, żeby uczestnik mógł pracować nad rzeczywistym wyzwaniem swojej organizacji i wykazać mierzalną korzyść biznesową lub finansową. To może być na przykład strategia wdrożenia narzędzi AI w magazynie wraz z analizą ROI. Nie chodzi więc o napisanie pracy tylko po to, żeby zdobyć dyplom. Chodzi o rozwiązanie problemu, który rzeczywiście istnieje.

-  A na koniec uczestnik ma bronić ten projekt przed panelem eksperckim. To trochę przypomina prezentację przed zarządem.
- Dokładnie taki jest zamysł. Obrona ma przypominać strategiczną prezentację przed zarządem spółki. Uczestnik musi więc nie tylko powiedzieć, co chciałby zrobić, ale również uzasadnić swoją decyzję, przedstawić argumenty i odpowiedzieć na pytania ekspertów. To jest bardzo ważna kompetencja menedżerska - umiejętność przekonania innych do swojej decyzji.

- Wspomniał Pan o kompetencjach menedżerskich. Jakich ludzi właściwie chcecie kształcić?
- Chcemy kształcić menedżerów, którzy potrafią łączyć myślenie strategiczne z rozumieniem procesów operacyjnych. Człowiek zarządzający nie może być dzisiaj specjalistą zamkniętym w jednym obszarze. Musi rozumieć technologię, finanse, ludzi, ryzyko, prawo i zmieniające się otoczenie gospodarcze. Powinien też umieć podejmować decyzje w warunkach niepewności.

- Czyli MBA ma przygotować nie do tego, jak zarządzać firmą dzisiaj, ale jak zarządzać nią jutro?
- Tak. I dlatego program musi być aktualizowany wraz ze zmianami gospodarczymi i technologicznymi. Nie możemy dziś uczyć menedżera wyłącznie narzędzi, które sprawdzały się kilkanaście lat temu. Chcemy, żeby absolwent był gotowy na transformację cyfrową, AI, automatyzację, zmiany regulacyjne, rosnące wymagania środowiskowe i coraz większe znaczenie odporności łańcuchów dostaw.

- Na stronie Lubelskiej Akademii WSEI podkreśla Pan również swoje ponad 23-letnie doświadczenie zawodowe w obszarze zarządzania łańcuchem dostaw. Jak to doświadczenie zmieniło Pana spojrzenie na edukację menedżerską?
- Przede wszystkim nauczyło mnie, że w biznesie rzadko istnieją rozwiązania idealne. Najczęściej trzeba wybrać najlepsze rozwiązanie spośród kilku niedoskonałych, mając ograniczony czas i informacje. I właśnie tego nie da się nauczyć wyłącznie z książki. Można nauczyć się narzędzi, metod analizy i sposobów podejmowania decyzji. Ale później trzeba jeszcze umieć zastosować je w konkretnej sytuacji. Dlatego tak mocno stawiamy na praktykę.

- Komu powiedziałby Pan: warto zrobić MBA?
- Osobie, która jest gotowa nie tylko zdobywać wiedzę, ale przede wszystkim ją wykorzystywać. To są studia dla ludzi, którzy chcą rozwijać się jako menedżerowie, przejmować większą odpowiedzialność i lepiej rozumieć biznes jako całość.Nie chciałbym jednak, żeby ktoś przychodził tutaj tylko po tytuł. Jeżeli ktoś chce naprawdę wykorzystać te studia do rozwiązania swoich problemów zawodowych i rozwoju firmy, wtedy MBA ma zdecydowanie większą wartość.

- A co powinien powiedzieć sobie przedsiębiorca lub menedżer, który zastanawia się: „Czy ja naprawdę potrzebuję kolejnych studiów?
- Powinien zapytać siebie nie „czy potrzebuję kolejnego dyplomu?”, ale „czy jestem gotowy na kolejne dziesięć lat zarządzania według tych samych schematów?”. Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, warto poszukać miejsca, w którym można skonfrontować własne doświadczenie z doświadczeniem innych menedżerów, poznać nowe narzędzia i spojrzeć na swoją organizację z innej perspektywy. I właśnie temu ma służyć nasze MBA w Akademii WSEI.
 

- Dziękuję za rozmowę.
 


Podziel się
Oceń

Komentarze