PRACA NIE KOŃCZY SIĘ PO WYJŚCIU Z BIURA
Pracujemy nawet podczas choroby, zabieramy pracę na weekend. Kiedy zaangażowanie zamienia się w pracoholizm?
Telefon służbowy po godzinach, maile sprawdzane przed snem, laptop otwierany w weekend i praca mimo choroby. Dla wielu osób stała dostępność zawodowa stała się codziennością. Problem w tym, że pracowitość i zaangażowanie łatwo pomylić z uzależnieniem od pracy. Według badań co piąta osoba aktywna zawodowo w Polsce spełnia kryteria pracoholizmu.
„Jeszcze tylko to skończę”. „Odpowiem na tego maila i już odkładam telefon”. „Nie mogę teraz wziąć wolnego, mamy za dużo pracy”.
Brzmi znajomo?
Współczesna praca coraz częściej wychodzi poza godziny zapisane w grafiku. Laptop można otworzyć w domu, służbowy telefon leży na szafce nocnej, a wiadomość od przełożonego może pojawić się wieczorem, w sobotę czy podczas urlopu. Do tego dochodzą niedobory kadrowe, presja wyników i przekonanie, że dobry pracownik powinien być zawsze dostępny. Granica między zaangażowaniem a pracoholizmem staje się przez to coraz trudniejsza do zauważenia.
Co piąty Polak może mieć problem
Badania przeprowadzone przez Centrum Profilaktyki Społecznej we współpracy z Instytutem Psychologii Wyższej Szkoły Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu pokazują dużą rozbieżność między tym, jak postrzegamy własną pracę, a tym, co wynika z bardziej szczegółowych kryteriów.
Tylko 7,8 proc. Polaków deklaruje, że jest uzależnionych od pracy. Po zastosowaniu bardziej szczegółowych kryteriów okazuje się jednak, że co piąta osoba aktywna zawodowo spełnia definicję pracoholizmu. To może oznaczać, że część osób nie dostrzega problemu albo utożsamia nadmierną pracę z ambicją, odpowiedzialnością i sumiennością. A przecież można być bardzo dobrym pracownikiem i jednocześnie umieć zamknąć laptop.
Pracoholizm nie oznacza, że ktoś dużo pracuje
To jedno z najważniejszych rozróżnień. Sama liczba godzin spędzonych w pracy nie przesądza jeszcze o uzależnieniu. Możemy pracować długo z powodu wyjątkowo trudnego projektu, sezonowego spiętrzenia obowiązków czy braków kadrowych. Pracoholizm zaczyna się tam, gdzie pojawia się wewnętrzny przymus pracy i trudność z odcięciem się od obowiązków. Człowiek zaangażowany potrafi odpocząć. Pracoholik może odczuwać niepokój, poczucie winy albo napięcie, kiedy nie pracuje. Praca zaczyna zajmować coraz więcej miejsca w jego życiu. Wypiera odpoczynek, relacje z bliskimi, hobby, a czasem nawet troskę o własne zdrowie.
Pracujemy nawet wtedy, gdy jesteśmy chorzy
Jednym z sygnałów, że granice zaczynają się przesuwać, może być praca mimo choroby.
W lipcowej ankiecie Gi Group Holding przeprowadzonej na LinkedIn zapytano respondentów, jak często zdarza im się pracować mimo choroby. 47,4 proc. ankietowanych przyznało, że nie rezygnuje z powierzonych zadań mimo niedyspozycji. 31,8 proc. robi to rzadko, 14,5 proc. bardzo rzadko, a 6,4 proc. - nigdy. Trzeba oczywiście pamiętać, że nie była to reprezentatywna ankieta całej populacji. Jej wyniki pokazują jednak pewien charakterystyczny sposób myślenia: choroba nie zawsze jest wystarczającym powodem, żeby odłożyć zawodowe obowiązki. Praca może być postrzegana jako ważniejsza od odpoczynku i powrotu do zdrowia.
Telefon służbowy ważniejszy od życia?
W drugim pytaniu ankiety zapytano użytkowników LinkedIna, jak często praca wygrywa z ich życiem prywatnym. 41,5 proc. odpowiedziało, że dzieje się tak często, a 3,4 proc. - że zawsze. Łącznie daje to 44,9 proc. respondentów, dla których obowiązki zawodowe często lub zawsze zajmują miejsce, które mogłoby należeć do życia prywatnego. To również nie jest dowód na powszechny pracoholizm. Powodem może być chwilowe spiętrzenie zadań, specyfika zawodu czy sposób organizacji pracy. Ale jeśli sytuacja trwa miesiącami, warto zadać sobie pytanie: czy naprawdę mam teraz wyjątkowo dużo pracy, czy też praca stała się najważniejszą częścią mojego życia?
Nie zawsze winny jest pracownik
To bardzo ważne, bo łatwo przerzucić całą odpowiedzialność na człowieka, który pracuje po godzinach. Tymczasem według „Barometru rynku pracy 2026” Gi Group Holding 42 proc. zatrudnionych deklaruje przeciążenie obowiązkami. Nie musi ono wynikać z pracoholizmu. Przyczyną mogą być braki kadrowe, niewłaściwa organizacja pracy, zbyt wiele projektów prowadzonych jednocześnie albo presja przełożonych. Ktoś może więc pracować wieczorami nie dlatego, że nie potrafi przestać, ale dlatego, że w ciągu ośmiu godzin nie jest w stanie wykonać wszystkich powierzonych mu zadań. To dwie zupełnie różne sytuacje. W pierwszej potrzebne są zmiany organizacyjne i rozsądniejsze zarządzanie. W drugiej konieczne może być wsparcie osoby, która zaczyna tracić kontrolę nad swoim stosunkiem do pracy.
Pieniądze też napędzają pracoholizm
Nie zawsze chodzi o ambicję. Badanie „Pracoholizm wśród młodych dorosłych”, opublikowane w kwartalniku „Akademia Zarządzania” Politechniki Białostockiej, objęło 125 osób w wieku 18-35 lat. Pracoholizm zadeklarowało 19,2 proc. respondentów. Autorzy badania zwracają uwagę przede wszystkim na czynniki ekonomiczne. 58 proc. badanych wskazało oszczędzanie jako jeden z powodów intensywnej aktywności zawodowej, niemal 52 proc. odczuwa presję finansową, 37 proc. obawia się utraty środków do życia, a 18,5 proc. - utraty obecnego zatrudnienia. Jednocześnie dla 38,3 proc. ważnym motywatorem był rozwój kariery. To pokazuje, że pracoholizm może wyrastać z mieszanki ambicji, presji finansowej i lęku o przyszłość. Czasami człowiek pracuje coraz więcej nie dlatego, że kocha pracę, ale dlatego, że boi się przestać.
Kiedy pojawiają się czerwone lampki?
Niepokojące mogą być bardzo zwyczajne zachowania:
- ciągłe sprawdzanie służbowego telefonu i poczty,
- odpowiadanie na wiadomości późnym wieczorem,
- zabieranie laptopa na każdy wyjazd,
- rezygnowanie z urlopu,
- praca podczas choroby,
- poczucie winy podczas odpoczynku,
- przekonanie, że tylko samemu można wykonać zadanie,
- brak czasu dla rodziny i przyjaciół,
- rezygnowanie z zainteresowań, bo „nie ma kiedy”,
- nieustanne myślenie o pracy nawet wtedy, gdy formalnie mamy wolne.
Pojedyncze zachowanie nie oznacza jeszcze uzależnienia. Problem pojawia się wtedy, gdy taki sposób funkcjonowania staje się stałym schematem, a człowiek coraz mniej potrafi odpoczywać bez poczucia winy.
Praca zabiera sen, relacje i zdrowie
Konsekwencje mogą być poważne. Długotrwałe przeciążenie zwiększa ryzyko przewlekłego zmęczenia, problemów ze snem i wypalenia zawodowego. W materiale zwrócono również uwagę na możliwość występowania zaburzeń lękowych i depresyjnych. Pierwsze straty często są jednak mniej spektakularne. Najpierw odwołujemy spotkanie ze znajomymi, bo trzeba coś skończyć. Potem przestajemy mieć czas na sport. Później rodzinny weekend zostaje przerwany przez „pilny telefon”. W końcu okazuje się, że nawet na urlopie sprawdzamy pocztę, bo trudno nam wytrzymać bez wiedzy, co dzieje się w firmie. I nagle okazuje się, że praca nie zajmuje już ośmiu godzin dziennie. Zajmuje całe życie.
Światowy Dzień Pracoholika. Dobry moment na rachunek sumienia
12 sierpnia, w Światowy Dzień Pracoholika, warto więc zadać sobie kilka prostych pytań.
Czy potrafię wyłączyć służbowy telefon?
Czy podczas urlopu naprawdę odpoczywam?
Czy umiem odmówić wykonania kolejnego zadania, kiedy wiem, że nie mam już na nie czasu?
Czy czuję niepokój, kiedy przez kilka godzin nie sprawdzam poczty?
Czy moja rodzina i znajomi regularnie słyszą, że „nie mam czasu”?
Czy pracuję dlatego, że tego wymaga sytuacja, czy dlatego, że nie potrafię przestać?
Bo pracowitość jest zaletą. Ambicja również. Zaangażowanie - tym bardziej. Ale żadna z tych cech nie powinna oznaczać rezygnacji z odpoczynku, zdrowia i życia poza pracą.
Najważniejszym sygnałem ostrzegawczym nie jest to, ile pracujemy. Jest nim to, czy potrafimy przestać.

Komentarze