- Akademia WSEI uruchamia nowy kierunek „Wykorzystanie sztucznej inteligencji w logistyce i transporcie". Dlaczego właśnie teraz jest najlepszy moment na kształcenie takich specjalistów? Czy rynek rzeczywiście już ich potrzebuje?
- Jeszcze kilka lat temu można było dyskutować, czy sztuczna inteligencja będzie jedynie ciekawostką technologiczną, czy realnie zmieni sposób funkcjonowania przedsiębiorstw. Dziś ta dyskusja właściwie się skończyła. AI weszła do biznesu i zostanie z nami na stałe. Pytanie nie brzmi już: „czy warto z niej korzystać?", ale „jak robić to mądrze". Logistyka jest jednym z tych obszarów gospodarki, które generują ogromne ilości danych. Każde zamówienie, każda dostawa, każda paleta w magazynie, każdy przejazd samochodu tworzą informacje, które jeszcze niedawno analizowali ludzie w arkuszach Excela. Dzisiaj skala tych danych jest tak duża, że bez nowoczesnych algorytmów po prostu nie jesteśmy w stanie wykorzystać ich potencjału. Przedsiębiorstwa potrzebują ludzi, którzy będą rozumieli logistykę, ale jednocześnie będą potrafili współpracować z systemami wykorzystującymi sztuczną inteligencję. Nie chcemy kształcić informatyków, którzy przypadkiem znają logistykę, ani logistyków, którzy słyszeli o AI na jednym wykładzie. Chcemy wykształcić specjalistów rozumiejących oba światy i potrafiących je połączyć. Rynek już dziś takich ludzi szuka. Problem polega na tym, że praktycznie ich nie ma.
- Nie jest Pan wyłącznie naukowcem, ale przede wszystkim praktykiem, który od ponad dwóch dekad zarządza logistyką i łańcuchami dostaw. Jakie doświadczenia z biznesu przekonały Pana, że sztuczna inteligencja nie jest już modnym hasłem, ale koniecznością?
- Największą szkołą logistyki nie są książki, tylko codzienne decyzje podejmowane pod presją czasu. Kiedy odpowiada się za funkcjonowanie dużych organizacji, bardzo szybko człowiek uczy się pokory. Bo w logistyce wszystko jest ze sobą połączone. Spóźniona dostawa surowca oznacza zmianę planu produkcji. Zmiana produkcji wpływa na magazyn. Magazyn wpływa na transport. Transport wpływa na klienta. A klient ocenia całą firmę właśnie przez pryzmat tego, czy dostał towar na czas. Przez lata obserwowałem, jak rośnie liczba zmiennych, które trzeba brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Kiedyś planista analizował kilkanaście parametrów. Dzisiaj są ich setki, a czasami tysiące. I właśnie tutaj pojawia się sztuczna inteligencja. Nie dlatego, że jest modna, ale dlatego, że człowiek przestaje być w stanie samodzielnie analizować tak ogromne zbiory danych. AI nie zastępuje doświadczenia menedżera. Ona pozwala mu szybciej zauważyć zależności, których człowiek zwyczajnie nie dostrzega. Nadal to człowiek podejmuje decyzję. Ale podejmuje ją lepiej, bo dysponuje większą wiedzą.
- Jak wyglądała droga od pomysłu do stworzenia tego kierunku? Czy program studiów powstawał bardziej przy biurku, czy raczej podczas rozmów z przedsiębiorcami, którzy zgłaszali konkretne potrzeby rynku?
- Zdecydowanie nie powstał przy biurku. Od wielu lat współpracuję z przedsiębiorstwami produkcyjnymi, operatorami logistycznymi, firmami transportowymi i instytucjami odpowiedzialnymi za rozwój infrastruktury. W niemal każdej rozmowie wracał ten sam problem. Brakuje ludzi, którzy rozumieją nowoczesną logistykę. Firmy kupują zaawansowane systemy informatyczne, inwestują w automatyzację, cyfryzację magazynów czy rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję, ale później okazuje się, że nie ma specjalistów potrafiących wykorzystać ich możliwości. To właśnie przedsiębiorcy byli dla nas najważniejszym partnerem przy tworzeniu programu studiów. Chcieliśmy odejść od modelu, w którym uczelnia uczy tego, czego sama uzna za stosowne. Najpierw zapytaliśmy biznes, jakich kompetencji będzie potrzebował za pięć czy dziesięć lat. Dopiero później zaczęliśmy budować program. Dlatego na tych studiach równie ważna jak teoria będzie praktyka. Chcemy, aby studenci pracowali na rzeczywistych danych, analizowali realne procesy logistyczne i rozwiązywali problemy, z którymi przedsiębiorstwa mierzą się każdego dnia.
- Jest Pan prezesem Fabryki Cukierków Pszczółka. Czy może Pan podać przykłady procesów, które już dziś można usprawnić dzięki sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwie produkcyjnym? Co z własnego doświadczenia najbardziej Pana zaskoczyło?
- Produkcja słodyczy wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z recepturami i smakiem. Tymczasem od strony zarządczej jest to niezwykle złożony organizm.
Musimy przewidzieć popyt na konkretne produkty, zaplanować zakupy surowców, odpowiednio obciążyć linie produkcyjne, zoptymalizować magazyny, zaplanować transport, a jednocześnie reagować na zmieniające się ceny energii, dostępność pracowników czy sytuację na rynku.
To wszystko dzieje się jednocześnie. Sztuczna inteligencja może bardzo skutecznie wspierać prognozowanie sprzedaży, planowanie produkcji czy optymalizację zapasów. Potrafi analizować dane historyczne, sezonowość, zachowania klientów, a nawet wpływ pogody na sprzedaż określonych produktów. Ale najbardziej zaskoczyło mnie coś innego. Jeszcze kilka lat temu menedżerowie często podejmowali decyzje intuicyjnie. Dzisiaj coraz częściej okazuje się, że algorytm proponuje rozwiązanie, którego człowiek w ogóle nie brał pod uwagę, a które po analizie okazuje się bardziej efektywne. To pokazuje, że AI nie myśli za człowieka. Ona poszerza jego perspektywę.
- Czy sztuczna inteligencja odbierze pracę logistykom i spedytorom, czy raczej sprawi, że staną się specjalistami od zarządzania danymi i podejmowania decyzji? Jakich kompetencji będą oczekiwać pracodawcy za pięć. dziesięć lat?
- Nie wierzę w scenariusz, w którym sztuczna inteligencja zastąpi logistyków. Znacznie bardziej prawdopodobny jest inny scenariusz. Logistyk, który nie będzie potrafił korzystać z AI, zostanie zastąpiony przez logistyka, który tę umiejętność posiada. To zasadnicza różnica.
Coraz mniej liczyć się będzie zdolność wykonywania powtarzalnych czynności. Znacznie ważniejsze stanie się rozumienie procesów, interpretacja danych, krytyczne myślenie i umiejętność podejmowania decyzji. Pracodawcy będą szukali ludzi potrafiących współpracować z technologią, a nie z nią konkurować. Dlatego przyszłość logistyki widzę nie jako walkę człowieka z algorytmem, ale jako partnerstwo. Najlepsze decyzje nadal będzie podejmował człowiek. Różnica polega na tym, że będzie miał do dyspozycji narzędzia, które pozwolą mu podejmować je szybciej, trafniej i przy znacznie większej liczbie dostępnych informacji.
- Gdyby miał Pan przekonać maturzystę jednym argumentem, że za kilka lat sztuczna inteligencja w logistyce będzie równie oczywistym narzędziem jak dziś komputer czy smartfon, co by Pan powiedział?
- Powiedziałbym, żeby spojrzał wokół siebie. Każdy produkt, który ma dziś w domu, przeszedł przez mniej lub bardziej skomplikowany łańcuch dostaw. Telefon, ubranie, komputer, żywność, leki - wszystko musiało zostać zaprojektowane, wyprodukowane, przewiezione i dostarczone we właściwe miejsce i we właściwym czasie. Świat będzie coraz bardziej zależał od sprawnie działającej logistyki. Jednocześnie będzie coraz bardziej zależał od danych. Dlatego właśnie sztuczna inteligencja stanie się naturalnym narzędziem pracy logistyka, podobnie jak komputer stał się nim dwadzieścia lat temu. Młodym ludziom powiedziałbym jeszcze jedno. Nie uczcie się obsługi konkretnego programu, bo za kilka lat pojawi się następny. Uczcie się rozumieć procesy, zadawać właściwe pytania i podejmować dobre decyzje. Technologia będzie się zmieniała. Człowiek, który potrafi myśleć systemowo, będzie potrzebny zawsze.
Sztuczna inteligencja nie zastąpi logistyka. Zastąpi go człowiek, który potrafi z niej korzystać
- Dzisiaj, 10:06

Źródło: Artur Dmowski
Komentarze