wtorek, 2 czerwca 2026 20:03
Reklama
Historia Lublina

Cud czy dobrze zorganizowana akcja ratunkowa? 307 lat temu Lublin ocalał od zagłady

Pożar, który 2 czerwca 1719 roku niemal zniszczył Lublin, do dziś pozostaje jedną z najbardziej fascynujących i tajemniczych kart w historii miasta. Jak przekonuje prof. Jacek Chachaj z KUL, wiele elementów tej opowieści wciąż wymaga wyjaśnienia, a badacze nadal mają pole do odkrywania nowych faktów.
  • Źródło: KUL
Cud czy dobrze zorganizowana akcja ratunkowa? 307 lat temu Lublin ocalał od zagłady

Źródło: KUL

307. rocznica cudownego ocalenia Lublina. Ekspert KUL: w tej historii jest jeszcze wiele do odkrycia

 

- Ta historia nie jest tak oczywista jak się mogło wydawać. Jest w niej jeszcze wiele do odkrycia - wskazuje prof. Jacek Chachaj, historyk KUL specjalizujący się w dziejach Lublina.

2 czerwca 1719 r. w Lublinie miał miejsce rozległy pożar, w wyniku którego żywioł spustoszył dużą część miasta.

Według podań historycznych pożar wybuchł na Podzamczu wówczas znajdującym się poza murami miasta, w żydowskiej dzielnicy, skąd przeniósł się do centrum ówczesnego Lublina niszcząc wszystko po drodze.

 

Niewyjaśnione okoliczności

Powodem miało być uderzenie pioruna w słomiany dach jednego z budynków. Jednak prof. Jacek

Chachaj poddaje w wątpliwość taką możliwość:

- Zastanawiające jest to, że piorun uderzył w miejsce, które było położone stosunkowo nisko w porównaniu do innych budynków znajdujących się na terenie miasta. Inne źródła wskazują jako możliwą przyczynę pożogi zaprószenie ognia w jednym z gospodarstw. Zwarta drewniana zabudowa, liczne warsztaty rzemieślnicze i prawo religijne zabraniające gaszenia szabatowych świec zdają się tylko potwierdzać tę tezę.

Ekspert zwraca uwagę na rozproszenie pożaru w różnych częściach miasta, analizując obraz „Pożar Lublina" znajdujący się w bazylice oo. Dominikanów przy ul. Złotej 9.

- Są na nim opisane punkty występowania ognia. I tak, ogień miał przenieść się z Podzamcza znajdującego się poza murami XVIII-wiecznego miasta, dalej na ul. Grodzką, aż do dzisiejszej ul. Świętoduskiej. Nie jest to niemożliwe, ale te miejsca są w dość dużej odległości od pierwotnej lokalizacji zarzewia ognia. Niewykluczone, że tego dnia w mieście wybuchło kilka pożarów, a nie jak się zachowało w tradycji tylko jeden - zaznacza historyk.

 

Cudowne ocalenie

W obliczu nieuchronnego pogromu dominikańscy zakonnicy wyruszyli w procesji z relikwiami drzewa Krzyża Świętego do miejsc ogarniętych ogniem. Nie jest jednak znany dokładny przebieg procesji ani sposób, w jaki udało się opanować żywioł. W tradycji mówi się, że w czasie przemarszu wiernych płomienie ustały lub spadł ulewny deszcz. Prof. Chachaj, wskazuje na jeszcze jedno możliwe rozwiązanie, jakim jest ugaszenie pożaru przez mieszkańców Lublina.

- Wówczas na północy Lublina, w miejscu gdzie wybuchł pożar, płynęła rzeka Czechówka. Niedaleko był też staw zwany "za Żydy", skąd mieszkańcy mogli czerpać wodę - dodaje.

 

Przestrzeń do badań

Historyk podkreśla, że owa historia jaki i wiele innych jej podobnych nie musi sprowadzać się wyłącznie do pytań i niedomówień. W procesie badawczym, analizując źródła historyczne można ustalić lub zweryfikować część danych nawet po wielu latach od wydarzenia.

- Nie wszystko da się ustalić. Jednak z pewnością można odkryć nieznane fakty przyczyniając się do upowszechnienia prawdy historycznej - podsumowuje prof. Jacek Chachaj.


Podziel się
Oceń

Komentarze