wtorek, 10 marca 2026 21:21
Reklama
8 Marca we wspomnieniach

Od goździka i rajstop po obojętność. Jak trzy pokolenia lublinianek wspominają Dzień Kobiet

Kiedyś obowiązkowy goździk i rajstopy w pracy, później wstydliwy relikt PRL, dziś często zwykły dzień w kalendarzu. Trzy lublinianki opowiadają, jak zmieniał się Dzień Kobiet przez ostatnie dekady.
Od goździka i rajstop po obojętność. Jak trzy pokolenia lublinianek wspominają Dzień Kobiet

Autor: Pexels

Źródło: pixabay.com

Od goździka i rajstop po obojętność. Jak zmieniał się Dzień Kobiet

8 marca przez dekady należał do najbardziej charakterystycznych dni w polskim kalendarzu. W czasach PRL-u trudno było go przeoczyć: w zakładach pracy organizowano akademie, kobiety otrzymywały symboliczne upominki, a czerwone goździki stały się niemal obowiązkowym elementem tego dnia. Po transformacji ustrojowej święto zaczęło jednak tracić na znaczeniu. Dla jednych wciąż ma sentymentalny wymiar, dla innych jest tylko wspomnieniem z przeszłości, a najmłodsze pokolenie często w ogóle go nie zauważa.

O tym, jak wyglądał Dzień Kobiet na przestrzeni lat, opowiadają trzy mieszkanki Lublina - każda z innego pokolenia.

 

„Mężczyźni czekali na ten dzień”

Katarzyna ma dziś 60 lat. W latach 80. pracowała jako nauczycielka języka polskiego w jednej z lubelskich szkół. Gdy wspomina Dzień Kobiet z tamtych czasów, przede wszystkim przychodzi jej na myśl atmosfera obowiązkowego świętowania.

- Mężczyźni naprawdę czekali na ten dzień - śmieje się. - Niby chodziło o uhonorowanie kobiet, ale dla wielu panów była to po prostu okazja, żeby się napić w pracy.

W szkołach, urzędach czy zakładach pracy przygotowywano drobne upominki dla kobiet. Najbardziej charakterystyczne były czerwone goździki, które wręczano każdej pracownicy.

- Zawsze był goździk. Do tego często jakieś drobiazgi: rajstopy, ręcznik, czasem kawa czy mydło. To były rzeczy, które w tamtych czasach naprawdę się przydawały - wspomina Katarzyna.

Dzień Kobiet miał jednak również swoją nieoficjalną stronę.

- Po części oficjalnej zaczynały się „uroczystości” w pokoju nauczycielskim. Panowie otwierali butelki, wznosili toasty. Pamiętam, że niektóre koleżanki patrzyły na to z przymrużeniem oka, inne były raczej zażenowane - opowiada. - A wieczorem na ulicy można było spotkać panów wracających chwiejnym krokiem do domu, trzymających w dłoni goździk, przewiązany wstążeczką ze zwisającym do dołu pączkiem. To był prezent dla żony. - chichocze Katarzyna.

Mimo wszystko wiele kobiet wspomina tamte 8 marca z pewnym sentymentem.

- Może to było trochę sztuczne, trochę narzucone odgórnie, ale jednak było miło dostać kwiatka - przyznaje Katarzyna.

 

„Udawaliśmy, że to święto nie istnieje”

Anna, dziś 40-letnia lublinianka, pamięta już zupełnie inną atmosferę. Dorastała w latach 90., kiedy Polska dopiero odcinała się od symboliki PRL.

- Wtedy panowało przekonanie, że Dzień Kobiet to relikt socjalizmu - mówi. - W szkołach i w pracy raczej się o nim nie mówiło, a jeśli już, to pół żartem. Wiele osób traktowało to święto z dystansem, a nawet z lekką ironią.

- Było takie poczucie, że trzeba o nim zapomnieć, bo kojarzy się z poprzednim systemem - wspomina Anna. - Zamiast akademii i oficjalnych uroczystości pojawiały się raczej drobne gesty.

Mimo tego nieformalne oczekiwanie pozostało.

- Prawda jest taka, że kobiety i tak czekały na kwiaty - przyznaje z uśmiechem. - Nawet jeśli mówiłyśmy, że to przeżytek, to miło było dostać tulipana czy czekoladę.

W latach dwutysięcznych święto zaczęło wracać w bardziej prywatnej formie - jako okazja do drobnych gestów w pracy czy w domu.

- To już nie było wielkie wydarzenie jak w PRL-u, ale raczej sympatyczny zwyczaj - dodaje Anna.

 

„W zasadzie go nie obchodzimy”

Dla najmłodszego pokolenia Dzień Kobiet często nie ma już takiego znaczenia jak kiedyś. Wiktoria ma 25 lat i przyznaje, że w jej otoczeniu 8 marca przechodzi raczej bez większego echa.

- Szczerze mówiąc, to święto w zasadzie nie istnieje - mówi. - Oczywiście w internecie pojawiają się życzenia albo memy, ale to raczej tyle.

W pracy czy wśród znajomych rzadko pojawiają się tradycyjne gesty.

- Czasem ktoś przyniesie kwiaty do biura, ale nie jest to coś oczywistego.  I zazwyczaj jest to starszy kolega. Dla wielu osób to po prostu zwykły dzień - tłumaczy.- Mój partner raczej obdarowuje mnie kwiatami na Walentynki.

Młodsze pokolenie częściej mówi o prawach kobiet czy równości niż o samym święcie.

- Myślę, że bardziej skupiamy się na konkretnych sprawach niż na symbolicznych gestach - dodaje Wiktoria.

 

Święto, które zmieniało znaczenie

Historia Dnia Kobiet w Polsce dobrze pokazuje, jak zmieniają się społeczne zwyczaje. W czasach PRL był to dzień oficjalny, obchodzony niemal obowiązkowo. W latach transformacji wielu ludzi próbowało się od niego zdystansować, traktując go jako symbol poprzedniego systemu. Dziś natomiast często staje się po prostu jednym z wielu dni w kalendarzu.

Dla jednych pozostaje wspomnieniem czerwonych goździków i zakładowych uroczystości. Dla innych - sympatycznym pretekstem do wręczenia kwiatów. A dla najmłodszych bywa już tylko datą, która nie niesie ze sobą szczególnych emocji.

Tak jak zmieniają się pokolenia, zmienia się także sposób świętowania. Jedno jednak pozostaje wspólne - wspomnienia, które dla wielu kobiet wciąż zaczynają się od prostego gestu: podarowanego kwiatka.


Podziel się
Oceń

Komentarze