- W swoich książkach często mówi Pani, że wszystko zaczyna się od relacji z samą sobą. Dlaczego to takie ważne?
- Bo to jest relacja, z którą spędzamy całe życie. A jednak często najmniej o nią dbamy. Od dziecka uczymy się, jak funkcjonować wobec innych ludzi - jak być dobrą córką, partnerką czy pracownicą. Natomiast rzadko ktoś uczy nas, jak być w kontakcie ze sobą. Spotykam wiele kobiet, które świetnie radzą sobie w pracy i w relacjach z innymi, a jednocześnie mówią: „nie wiem, czego ja właściwie chcę”.
W „Relation Book” piszę, że kiedy zaczynamy słuchać swoich emocji, potrzeb i granic, nagle wiele rzeczy w życiu zaczyna się układać.
- W „Body Book” zachęca Pani, żeby najpierw polubić swoje ciało. Dlaczego nie od razu je pokochać?
- Bo dla wielu kobiet to słowo brzmi zbyt wielkie. My przez lata byłyśmy uczone raczej krytykować swoje ciało niż je rozumieć. Patrzymy w lustro i od razu widzimy to, co jest „nie takie”. Dlatego proponuję mniejszy krok - zacząć ciało lubić. Zauważyć, że ono codziennie dla nas pracuje. Oddycha, regeneruje się, daje nam energię. Kiedy zaczynamy patrzeć na nie z ciekawością zamiast z oceną, pojawia się więcej łagodności wobec siebie.
- Przez wiele lat pracowała pani jako brafitterka. Czego nauczyły Panią spotkania z kobietami?
- Pokory i uważności. Przymierzalnia to miejsce bardzo intymne. Kobieta stoi przed lustrem i często zaczyna opowiadać historię swojego życia - o macierzyństwie, chorobie, zmianach wagi, starzeniu się.To tam zobaczyłam, jak bardzo ciało jest związane z emocjami i z poczuciem własnej wartości. Czasem wystarczyło dobrze dobrane wsparcie - dosłownie biustonosz - żeby kobieta zobaczyła siebie w zupełnie innym świetle.
- W „Relation Book” pisze Pani, że relacja potrzebuje wolności. Czy miłość bez poczucia posiadania jest w ogóle możliwa?
- Myślę, że powinna taka być. Często mylimy miłość z potrzebą bezpieczeństwa. Chcemy wiedzieć wszystko o drugiej osobie, mieć pewność, że zawsze będzie przy nas. Ale miłość nie jest klatką - nawet jeśli jest złota. Prawdziwa relacja to spotkanie dwóch osób, które są ze sobą z wyboru, a nie z lęku.
- „Kobiety są dziś bardziej świadome, ale też bardziej zmęczone” Skąd bierze się to zmęczenie?
- Z ogromnej liczby ról, które próbujemy pogodzić. Chcemy być świetne w pracy, obecne w rodzinie, rozwijać się, dbać o siebie, być dobrą partnerką i przyjaciółką. To wszystko jest możliwe, ale tylko wtedy, kiedy zaczynamy słuchać siebie. Bo jeśli robimy wszystko z poczucia obowiązku, prędzej czy później pojawia się zmęczenie.
- Pisze pani o relacji z ciałem i o akceptacji siebie. Czy był moment w Pani życiu, kiedy sama musiała się tego nauczyć od początku?
- Tak, zdecydowanie. Myślę, że każdy, kto zajmuje się tym tematem, dochodzi do niego przez własne doświadczenia. Był moment, kiedy zrozumiałam, jak surowo potrafimy patrzeć na siebie, szczególnie jako kobiety. Nawet kiedy wiele rzeczy w życiu nam się udaje, wciąż mamy w głowie ten głos, który mówi: „to jeszcze nie dość”.
Dla mnie przełomem było zrozumienie, że ciało nie jest projektem do poprawienia, tylko przestrzenią, w której zapisane jest całe nasze życie. Kiedy zaczęłam patrzeć na swoje ciało jak na sprzymierzeńca, a nie przeciwnika, pojawiło się więcej spokoju.

- Jedna myśl z obu pani książek, którą chciałaby Pani zostawić czytelnikom?
- Że najważniejsza relacja w naszym życiu to relacja z samym sobą. Kiedy zaczynamy słuchać swojego ciała i emocji, nagle wiele rzeczy w życiu staje się prostszych. Nie dlatego, że problemy znikają, ale dlatego, że wiemy już, gdzie jest nasz punkt odniesienia.
- Dziękuję za rozmowę












Komentarze