Wanda Jaroszczuk: kobiety sięgają po więcej

  • 13.07.2017, 12:25 (aktualizacja 13.07.2017 12:56)
  • Joanna Gierak
Wanda Jaroszczuk: kobiety sięgają po więcej Radio Bon Ton
Rozmowa z Wandą Jaroszczuk, redaktor naczelną „Super Tygodnia Chełmskiego” i radia BON TON oraz prezes Stowarzyszenia Kobiet Aktywnych „Razem na Kresach”


Pani Redaktor, gratuluję rekordu Polski w liczbie osób przebranych za duchy. Za rok rekord Guinnessa?

Być może. Tak wstępnie umówiliśmy się z władzami miasta. W tym roku postanowiliśmy zrobić rekord Polski i przekonać się, czy chełmianom spodoba się ten pomysł. Okazało się, że mieszkańcy podchwycili naszą inicjatywę i, mimo zimna oraz deszczu, przyszli na plac Łuczkowskiego, by razem się bawić. Miała to być przymiarka do przyszłorocznego rekordu Guinnessa, który będzie dla nas dużym wyzwaniem. Trzeba pamiętać, że do tej pory rekordu Polski jeszcze nie było, a my go ustanowiliśmy liczbą 258 duchów. Rekord Guinnessa będzie trzeba pobić, ponieważ w 2016 roku został ustanowiony w Singapurze i zebrał ponad 500 osób przebranych za duchy.

 

Dlaczego akurat duchy były motywem przewodnim waszej imprezy i dlaczego zawzięliście się na ustanawianie rekordu?

Bo symbolem naszego miasta jest duch Bieluch i Chełm jest naprawdę miastem dobrych duchów. Stad też hasło przewodnie imprezy. Mam to szczęście, że wokół mnie jest wiele osób wrażliwych, otwartych, chętnych do pomocy innym ludziom. Wspólnie z koleżankami ze stowarzyszenia „Razem na Kresach” oraz pracownikami gazety i radia postanowiliśmy, że zrobimy coś, co zjednoczy chełmian wokół jakiejś ciekawej idei, a rekord wydał nam się doskonałym pretekstem do takiego spotkania. Połączyliśmy rywalizację z dobrą zabawą i charytatywnym celem. Cieszymy się, że w organizacji tego wydarzenia wsparło nas wiele osób i instytucji, m.in. urząd miasta, miejskie spółki, placówki kultury, zaprzyjaźnione stowarzyszenia, Młodzieżowa Rada Miasta, Młodzieżowa Drużyna Ruchu Drogowego, zespoły muzyczne, a także spore grono sponsorów.

 

Rekord duchów ustanowiono podczas obchodów jubileuszu dwudziestolecia radia BON TON, któremu Pani szefuje. Kolejny powód do gratulacji!

Chełmskie radio rzeczywiście gra już od 20 lat. To szmat czasu, zważywszy na to, że niewiele prywatnych stacji lokalnych było w stanie przetrwać różne gospodarcze i polityczne zawirowania. Nam to się udało i niemała w tym zasługa ludzi, którzy przez lata to radio tworzyli. Ja miałam okazję i zaszczyt być w pierwszym zespole radia BON TON, gdy zaczynało działalność w 1997 roku. Zrezygnowałam wówczas z pracy w „Dzienniku Wschodnim”, by razem z takimi jak ja zapaleńcami budować w Chełmie zupełnie nowe medium. Potem rozstałam się na dłuższy czas z radiem, ale tak potoczyły się moje losy, że znów jestem w radiu, choć w trochę innym niż wcześniej charakterze. Właściciel gazety i stacji radiowej zdecydował, że dwoma mediami zarządzać ma jedna osoba i mnie powierzył tę funkcję. Ma to swoje dobre strony, ponieważ tworzymy wspólny newsroom. Dziennikarze „Super Tygodnia” i radia BON TON wspierają się wzajemnie w pozyskiwaniu i tworzeniu informacji.

 

Zarządza Pani chełmskimi mediami, jest również prezesem Stowarzyszenia Kobiet Aktywnych „Razem na Kresach”, animatorką i propagatorką kultury lokalnej, za co została Pani w tym roku wyróżniona nagrodą Kazimierza Andrzeja Jaworskiego. Wcześniej była Pani zastępcą redaktora naczelnego lubelskiego „Dziennika Wschodniego”... Jak być choć w części tak aktywną kobietą, jak Pani?

Mam jeszcze dom, męża, dzieci, kota... Nie jest łatwo aktywnie pracować zawodowo, zarządzać sporym zespołem indywidualistów, działać społecznie i jeszcze dodatkowo być matką, gosposią i żoną. Czasem jeszcze trzeba znaleźć czas dla najbliższej rodziny i przyjaciół. Sama naprawdę nie wiem, jak mi się to udaje... Myślę jednak, że nie jestem aż tak wyjątkowa, bo wiele kobiet ma podobne obowiązki. Często powtarzam, że chyba są robotami, skoro potrafią ogarnąć tak wiele rzeczy naraz. A poważnie, bardzo dużo pracuję, utrzymuję kontakty w wieloma osobami, ciągle gadam przez telefon, załatwiając jakieś służbowe sprawy, co rodzina ma mi za złe. Nocami siedzę przed komputerem, bo ciągle brakuje mi czasu na załatwienie wszystkich spraw. Mam wrażenie, że w ogóle nie odpoczywam. Także praca w gazecie, która ukazuje się poniedziałek, wymusza pracę w weekendy. Pewnie bym nie wytrzymała długo na takich obrotach, gdybym tego nie lubiła. Dziennikarstwo jest moim żywiołem. Poza tym kocham ludzi. Chcę ich poznawać, bawić się z nimi, pomagać im przetrwać trudne chwile. Ponieważ jestem typem społecznicy, pięć lat temu założyłam stowarzyszenie, które działa na rzecz lokalnych społeczności, także poza moim rodzinnym miastem.

 

Czy kobiety w Polsce chętnie wychodzą z domów i angażują się w życie swoich społeczności?

Uważam, że kobiety to wspaniałe istoty, które są motorem napędowym wszystkiego, co na tym świecie dzieje się dobrego. Niestety, nadal niedoceniane i nadal gorzej opłacane za swoją pracę. A Polki są mądre, zaradne i do tego niezwykle aktywne. Z uwagą i podziwem obserwuję działalność kobiet w kołach gospodyń wiejskich i ostatnio także miejskich, zespołach i stowarzyszeniach. Radzą sobie z codziennymi obowiązkami i jeszcze znajdują czas na spotkania, zabawę, pomoc potrzebującym.

Cieszę się, że coraz więcej kobiet angażuje się w działalność społeczną i polityczną. Kiedyś na wsi sołtysami byli wyłącznie mężczyźni, dzisiaj prawie połowa sołtysów to kobiety. Panie są radnymi, wójtami, prezydentami. Przybywa ich w parlamencie. Ta aktywność nie przeszkadza im być dobrymi matkami. Bo nie ilość czasu spędzonego z dziećmi jest najważniejsza, ale jakość tych kontaktów...

 

Dlaczego aktywizacja kobiet jest tak ważna?

Ważniejsza jest aktywizacja mężczyzn, bo kobiety same się aktywizują i wzajemnie się inspirują. One nie marnują czasu, tylko działają. Sięgają wciąż po więcej, odnoszą sukcesy, choć jak wspomniałam, trudno im pogodzić życie rodzinne, zwłaszcza wychowanie dzieci, z zawodowym spełnieniem.

 

Chełm jest oczywiście wyjątkowym miasteczkiem, bo – jak widzieliśmy – pełno w nim dobrych duchów. Ale czy kobiecie aktywnej lepiej żyje się i pracuje w małym mieście czy dużym?

Nie lubię dużych miast, ich zgiełku i anonimowości, choć tam na pewno są większe możliwości rozwoju, kariery, dostępu do „wielkiej” kultury. Wiele drażni mnie w małych miastach: układy i układziki, zależności towarzyskie, rodzinne. Ta małomiasteczkowa poufałość często utrudnia wykonywanie czynności dziennikarskich, ale zdecydowanie ułatwia pracę społeczną. Kiedyś wydawało mi się, że gdzieś indziej mogłabym osiągnąć więcej, żyć inaczej. Szukałam swojego miejsca na Ziemi. Teraz wiem, że trzeba cieszyć się każdym dniem, żyć tu i teraz, uśmiechać się do ludzi...

 

rozmawiała Joanna Gierak
zdjęcia: „Super Tydzień”, Radio Bon Ton, stowarzyszenie „Razem na Kresach”

Joanna Gierak

Zdjęcia (6)

Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe