Marek Zapór: Polska jest modna

  • 14.12.2016, 14:01 (aktualizacja 14.12.2016 14:18)
  • Jolanta M. Kozak
Marek Zapór: Polska jest modna T.L. / archiwum PUIG
Z Markiem Zaporem, polskim konsulem politycznym w Łucku, rozmawia Jolanta M. Kozak.

 

Panie Konsulu, spotykamy się w Lublinie przy okazji konferencji organizowanej przez Polsko-Ukraińską Izbę Gospodarczą. Tu spotkaliśmy przede wszystkim tych z polskich przedsiębiorców, którzy z Ukrainą już współpracują. Wielu jednak zadaje sobie pytanie: inwestować za wschodnią granicą czy nie?

 

Oczywiście, że inwestować. Na Ukrainie mamy teraz dobry moment, żeby wejść na ten niezwykle chłonny rynek. Po pierwsze Ukraińcy są niezwykle zainteresowani tym, by pojawił się ktoś, kto ma nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim doświadczenie. Po drugie Polska jest tam teraz hitem. Wszyscy patrzą na nas jak na kraj, któremu udało się. Dzięki obecności w Unii Europejskiej rozwinęliśmy nasz przemysł, zmodernizowaliśmy drogi… Proszę sobie wyobrazić, że językiem, którego w Łucku uczą się najchętniej, jest polski. Powstało tam wiele szkół uczących naszego języka, natomiast brakuje profesjonalnych nauczycieli. Powoli otwiera się dla Ukrainy rynek europejski, ale żeby znaleźć się na nim, trzeba znać reguły. My już je znamy, oni jeszcze nie. Możemy więc służyć im jako swego rodzaju pośrednik, przewodnik. A poza tym w tej chwili jest to rynek, który jeszcze nie jest zajęty. To jednak nie znaczy, że ta sytuacja będzie trwała wiecznie. Powtórzę więc jeszcze raz: inwestować, ale z rozwagą.

 

 

Na jakie bariery mogą natrafić polscy inwestorzy?

 

Pierwsza bariera – i póki co najtrudniejsza do pokonania – to przepustowość granicy. Niestety, na przejściach trzeba często stać wiele godzin zanim zostaniemy odprawieni.

 

 

Jest jakiś pomysł na rozwiązanie, które przynajmniej przedsiębiorcom pozwoli szybciej przekroczyć granicę?

 

Póki co jest to problem trudny do rozwiązania. Przejść granicznych przy tej intensywności ruchu granicznego jest za mało. Docelowo potrzebujemy przynajmniej ośmiu nowych na granicy z Ukrainą. Może chwilowo warto byłoby wydzielić np. na terenie województwa lubelskiego jedno przejście, gdzie nie byłoby małego ruchu granicznego i gdzie szybciej można by odprawiać przedsiębiorców czy delegacje udające się np. na konferencje. Kiedyś uczestnicy takiej konferencji skarżyli się, że trwała do 6 godzin, a na granicy stali 12. To bardzo zniechęca do współpracy.

 

 

A inne bariery?

 

Często zmieniające się i zawiłe ukraińskie prawo. Zachęcam więc do znalezienia sprawdzonego ukraińskiego partnera, który pomoże w przebrnięciu przez gąszcz przepisów i pozwoleń. Istnieją też mechanizmy korupcyjne czy korupcjogenne. Znam jednak przedsiębiorców, którzy nigdy temu nie ulegli i dobrze funkcjonują. Pamiętajmy więc, że jeżeli, działamy zgodnie z przepisami, to i ryzyko narażenia nas na – nazwijmy to – dodatkowe koszty jest minimalne. Myślę też, że polscy przedsiębiorcy potrzebują swego rodzaju moderatora po polskiej stronie rządowej. Z pewnością przydałoby się w stolicy każdego okręgu miejsce, w którym polski przedsiębiorca mógłby dowiedzieć się, jak stawiać pierwsze kroki, na co jest zapotrzebowanie. No i organizacje biznesowe, takie kluby polskiego biznesu. Tego brak mi na Ukrainie. Polacy działają w pojedynkę, a przecież w grupie nie tylko raźniej, ale i łatwiej wspólnie rozwiązywać problemy. Bez takiego punktu zaczepienia, takiego inkubatora polskiego inwestora, trudno będzie te relacje gospodarcze rozwijać. To byłby taki parasol ochronny.

 

 

Panie Konsulu, nie mówi Pan o wojnie...

 

No tak, tylko ta wojna jest ponad tysiąc kilometrów od Wołynia. Nie można powiedzieć, że jej nie odczuwamy, bo ciągle giną na niej ludzie. W każdym właściwie miasteczku jest tablica upamiętniająca poległych. Są drastyczne losy wielu rodzin. W sensie gospodarczym jednak wojną bym się nie przejmował. Już nie obawiam się, że konflikt przesunie się dalej, na zachód. Tu, na Wołyniu można bezpiecznie inwestować.

 

 

Powiedzieliśmy o trudnościach, na które napotyka zagraniczny inwestor. Teraz czas na atuty.

 

Plusów jest znacznie więcej niż minusów. Postaram się jednak ograniczyć do tych najważniejszych. Przede wszystkim możliwości, jakie daje ten ogromny rynek i olbrzymie zainteresowanie po tamtej stronie. Po drugie, po tamtej stronie są ludzie, którzy mają środki do zainwestowania, brakuje im często pomysłu, technologii i możliwości wyjścia z towarem za rynki Europy Zachodniej. Po trzecie zbliżona mentalność. Ukraińcy są w sumie najbardziej podobnym do nas narodem, najłatwiej się nam wzajemnie porozumieć. Jest i w nich i w nas pewna romantyka.

 

 

A w co inwestować?

 

Na to pytanie bardzo trudno odpowiedzieć, bo wszystko zależy od regionu. Obszar działania naszego konsulatu to przede wszystkim tereny rolnicze. Czarnoziemy. Dominuje tu produkcja rolna. Polakom często wydaję się, że zacofana, ale tak nie jest. Po prywatyzacji kołchozów faktycznie powstały nieduże gospodarstwa, nie wszyscy jednak byli zainteresowani uprawą i często swoją ziemię oddawali w dzierżawę. Tak powstały ogromne, często trudne do wyobrażenia dla nas, gospodarstwa liczące po kilka tysięcy hektarów. To tak naprawdę gigantyczne przedsiębiorstwa produkcji rolnej, wyposażone w nowoczesny sprzęt.

 

 

Łatwo jest kupić ziemię na Ukrainie?

 

Nawet dla Ukraińców nie jest to proste. Zresztą przy obecnych kosztach dzierżawy ludzie nie są zainteresowani kupnem. Kwestia własności ziemi pewnie z czasem zostanie uregulowana. Póki co jednak łatwiej o dzierżawę. Być może jest to przemyślana polityka władz, bo przy obecnych cenach ziemi na Ukrainie czarnoziemy szybko zostałyby wykupione przez zagraniczny kapitał. Podsumowując więc – na Wołyniu najlepiej inwestować w rolnictwo i przemysł spożywczy.

 

 

Panie Konsulu, w Łucku mamy Modern-Expo, dużą firmę z kapitałem polskim, a nawet lubelskim, a inne?

 

Takich przykładów jest znacznie więcej, choć pewnie nie wszystkie mamy jeszcze zlokalizowane. Przez lata trochę brakowało kontaktów pomiędzy konsulatem a przedsiębiorcami. Teraz staramy się to zmienić. W Nowowołyńsku jest fabryka Black Red White. To podobnie jak Modern Expo duże przedsiębiorstwo. Są jednak i mniejsze, np. małe elektrownie wodne, pieczarkarnie, przetwórnie owoców. Mamy do czynienia z różną skalą biznesu i różnym poziomem finansowania. Widać więc, że na Ukrainie każdy może znaleźć swoje miejsce.

 

 

Zdjęcia pochodzą z archiwum Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, zostały zrobione podczas Polsko-Wschodniej Konferencji PUIG Lub-Invest (Lublin, 26 października 2016 r.); fot.: T.L.

Jolanta M. Kozak

Zdjęcia (1)

Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe