Gwiazdy na EAST FASHION: Jolanta Mrotek

  • 19.07.2016, 15:28 (aktualizacja 24.08.2016 11:24)
  • Joanna Gierak
Gwiazdy na EAST FASHION: Jolanta Mrotek archiwum J. Mrotek
Kolejną gwiazdą, która wystąpi na scenie CSK 8 września podczas gali inaugurującej Międzynarodowy Festiwal Mody EAST FASHION, jest Jolanta Mrotek.

Aktorka, wokalistka, absolwentka słynnej szkoły wokalno-aktorskiej im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. W wieku zaledwie 18 lat rozpoczęła karierę aktorską w... mediolańskiej La Scali. Później występowała na scenach w Polsce, Francji, Austrii, Arabii Saudyjskiej, Niemczech, USA. Znana jest publiczności wielu polskich teatrów, m.in. teatrów muzycznych w Gdyni i Poznaniu, Opery Wrocławskiej i scen warszawskich: Romy, Syreny, Teatru Nowego i Sabat.

 

Telewizyjna publiczność zna Jolantę Mrotek z takich produkcji jak „Plebania”, „Samo życie”, „Instynkt”, „Tygrysy Europy”, „Lokatorzy”, „Komisarz Alex”. Największą jednak popularność zyskała dzięki serialowi „Klan” i jako Mgr Mrotek, przez 10 lat prowadząca u boku Jacka Fedorowicza jego „Dziennik Telewizyjny”.

 

Od 2015 roku aktorka jest ambasadorką Onkorejsu. Aktywnie wspiera osoby ze schorzeniami onkologicznymi oraz propaguje badania profilaktyczne.

 

 

Najbliższe są mi role z charakterem

 

 

Rozmowa z aktorką Jolantą Mrotek

 

 

Czy praca w teatrze i filmie jest ciekawsza niż odkrywanie nowych galaktyk?

 

Rzeczywiście w liceum specjalizowałam się w genetyce i w astronomii, ale zawsze marzyłam, żeby zostać aktorką. Te zawody mają ze sobą wiele wspólnego: żmudna nauka tekstu, wielokrotne powtórki, poszukiwania metodą prób i błędów, rozpacz, napięcie i stres. Zarówno w filmie, jak i przy teleskopie konieczna jest cierpliwość, a przede wszystkim miłość, pasja, pewna doza romantyzmu i... ciągłe „bujanie w obłokach”. Efektem jest dreszczyk emocji, a wreszcie wszechogarniająca radość wypełniająca każdą komórkę ciała – myślę, że astronom odkrywający nową gwiazdę czuje się podobnie, jak ja po udanej premierze (śmiech).

 

Niestety, efekty pracy aktora są ulotne. Kiedy kurtyna opada, publiczność trwa jeszcze chwilę w euforii lub zadumie, by za moment zanurzyć się znów w codzienności. Tymczasem odkryta galaktyka... cóż, przetrwa setki pokoleń, ciesząc swoim niepojętym pięknem. Ale nie żałowałam ani przez chwilę, warto było wybrać zawód aktora – nawet dla tej jednej ulotnej chwili szczęścia.

 

 

U progu swojej kariery zadebiutowała Pani w „Wekslu małżeńskim” Rossiniego, olśniewając przepięknym sopranem koloraturowym w otoczeniu znakomitych śpiewaków mediolańskiej La Scali. Nie kusiło Pani, żeby pozostać przy repertuarze klasycznym, zostać primadonną?

 

Oczywiście, że kusiło. Kiedy kończyłam szkoły muzyczne, okazało się, że otrzymałam w darze rzadki głos oraz skalę umożliwiającą osiąganie najwyższych dźwięków, nawet do fis 3. Dalsza droga wydawała się więc jasna i prosta... tylko że film i musical kusiły równie mocno. Były moim marzeniem, powodowały szybsze bicie serca i poczucie spełnienia. Niestety, nie dało się tego pogodzić, a ja nie umiałam zdecydować. Tymczasem droga kształcenia jest zupełnie inna, a wybierając ją trzeba być konsekwentnym. Oczywiście brakuje mi pięknego klasycznego śpiewu, ale... zawsze mogę do tego wrócić – przecież wszystko jeszcze jest przede mną!

 

 

Mgr Mrotek, Monika z „Lawstoranta”, występna Halszka z „Klanu”, a może Carmen albo Marylin Monroe – która z tych ról jest Pani najbliższa, a która była największym wyzwaniem?

 

Najbliższa była mi zawsze mgr Mrotek. Pracowałam z Jackiem Fedorowiczem prawie dziesięć lat, na planie spędzaliśmy wiele godzin. Przez ten czas Pan Jacek poznawał mnie i mój „charakterek”. Tak temu narodziła się magister – zwariowana i wrażliwa, na przemian kapryśna lub potulna, a jednocześnie cierpliwa, uczuciowa kobieta z wielką wyobraźnią i ułańską fantazją. Kobieta, która wie czego chce, ale też dopuszczająca do głosu drzemiącą w niej małą dziewczynkę, która nie pozwala myśleć stereotypami, łamie konwenanse i nie zastanawia się nad konsekwencjami swojej spontaniczności, często bolesnymi w dorosłym świecie.

 

Natomiast największym wyzwaniem była oczywiście Halszka. Zła, podstępna kobieta, szantażystka i złodziejka. Jestem od niej tak różna, jak dzień od nocy, tymczasem udało mi się zagrać tę rolę tak przekonująco, że wielu widzów... mnie znienawidziło (śmiech). Do tej pory często jestem zaczepiana na ulicy słowami „To ta podła kobieta!”. Może dziwnie to zabrzmi, ale traktuje to jako komplement dla moich aktorskich umiejętności.

 

 

Wielbiciele podziwiają Pani niewątpliwy talent, ale także urodę i figurę. A czy Jolanta Mrotek chętnie pozwala oszpecać się dla sztuki?

 

Dziękuję za te komplementy. Oczywiście, że tak. Zawsze bardzo się cieszyłam, kiedy reżyser wreszcie nie obsadzał mnie po tak zwanych „warunkach”. Zaczynając od pijaczki Potapowny w „Zmierzchu” Isaaka Babla, Moniki w „Lawstorancie” – pobitej, posiniaczonej, w gipsowym kołnierzu, czy „Królowej przedmieścia”, gdzie zagrałam tylko z jednym zębem. Bardzo lubię dramatyczną rolę Bieńkowej w „Instynkcie” Patryka Vegi. Grałam tam z Danutą Stenką, nareszcie bez żadnego makijażu, zmęczoną życiem kobietę ze zmarszczkami i zszarzałą cerą, ubraną w gałgankową kamizelkę i kapcie. Kocham takie role! Bez pudru i szminki, mini i szpilek. Szkoda, że niewielu reżyserów daje mi szansę na taką odmianę...

 

 

Kostiumy sceniczne i filmowe to jedno, ale w czym lubi Pani chodzić na co dzień?

 

Na co dzień uwielbiam swobodę i komfort. Płaskie buty i jeansy. Długie, zwiewne sukienki, odkryte ramiona i plecy. Mój „numer jeden” to len i jedwab, dlatego nie mogę się już doczekać lata. Oczywiście kocham gale z pięknymi sukniami, małymi torebeczkami i biżuterią, ale najpiękniejszy moment to ten, kiedy zamykam za sobą drzwi i przebieram się w swoje „domowe ciuszki” – wygodne bawełniane spodnie i luźne bluzy.

 

 

Od lat angażuje się Pani w działalność charytatywną – wspiera fundacje i organizacje pomagające potrzebującym, jest ambasadorką OnkoRejsu... Co daje pomaganie innym?

 

Jestem przekonana, że dobro zawsze wraca. Jeżeli możemy obudzić się rano z uśmiechem na ustach i satysfakcją z tego, że ktoś dzięki nam jest choć przez chwilę szczęśliwy – to warto pomagać. Dajemy cząstkę siebie innym, ale inni – chorzy, cierpiący, potrzebujący – oddają nam tak duży pozytywny ładunek energii, nadziei i chęci do życia, że wystarczy tylko ułamek tego, żeby zyskać szczęście, radość i spełnienie.

 

 

Czy jest rola, o której zagraniu Pani marzy?

 

To jest temat rzeka! Gdybym miała opowiadać o wszystkich moich wymarzonych rolach, zajęłoby to wiele, wiele stron, więc dziś chyba się powstrzymam (śmiech). Powiem tylko, że z każdym dniem pojawiają się nowe – i to dobrze. Tyle jeszcze przede mną, a bez marzeń życie straciłoby sens...

 

 

W takim razie życzę wielu spełnionych marzeń, bo o nowe jestem spokojna. Dziękuję za rozmowę.

 

 

rozmawiała Joanna Gierak

zdjęcia z archiwum Jolanty Mrotek

 

 

Międzynarodowy Festiwal Mody EAST FASHION odbędzie się w Lublinie w dniach 8-10 września 2016 r. Wydarzenie rozpocznie wielka gala inauguracyjna, podczas której swoje kreacje zaprezentują m.in.: Marzena Efir, Agnieszka Bonisławska, Aleksandra Zgubińska, Małgorzata Czernik, Agnieszka Tokarz-Iwanek. Jerzy Antkowiak, który w latach 70., 80. i 90. ubiegłego wieku kreował styl, łamiąc wszelkie stereotypy, pokaże swoją retrospektywną kolekcję. Na wybiegu obok modelek i modeli z agencji Catwalk Models pojawią się gwiazdy znane z teatru oraz wielkiego i małego ekranu.

 

źródło: modaiuroda24.pl

Joanna Gierak
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe