Sławomir Wierzcholski – dobry duch Kraśnik Blues Meeting

  • 8.07.2016, 15:30 (aktualizacja 08.07.2016 16:11)
  • Joanna Gierak
Sławomir Wierzcholski – dobry duch Kraśnik Blues Meeting archiwum Sławomira Wierzcholskiego
VIII Ogólnopolski Festiwal Muzyki Bluesowej Kraśnik Blues Meeting już za nieco ponad tydzień. To już tradycja, że wśród gwiazd festiwalu będzie Sławomir Wierzcholski i Nocna Zmiana Bluesa. Tym razem muzykom będzie towarzyszył wyjątkowy gość.

Gwiazdami wieczoru będą: zespół Pawkin, tym razem z projektem „Pawkin Dżem Projekt”, Sławek Wierzcholski i Nocna Zmiana Bluesa z gościem specjalnym, Janem Błędowskim oraz Jacek Kawalec, który zaśpiewa największe przeboje niezapomnianego Joe Cockera. Wśród gwiazd wystąpi także laureat ubiegłorocznej edycji festiwalowego konkursu dla młodych wykonawców – grupa Hot Tamales.

 

Czytelnicy „Panoramy” wiedzą już wszystko o projekcie Jacka Kawalca. Przed festiwalem udało nam się porozmawiać także ze Sławomirem Wierzcholskim. Znakomity muzyk odłożył na chwilę pisanie muzyki do musicalu „Tajemnica Tomka Sawyera”, żeby opowiedzieć nam o swojej fascynacji bluesem i o tym, jak stał się dobrym duchem kraśnickiego festiwalu.

 

 

Dobry duch kraśnickiego bluesa

 

Rozmowa ze Sławomirem Wierzcholskim, piosenkarzem, harmonijkarzem, kompozytorem i autorem tekstów, liderem zespołu Nocna Zmiana Bluesa

 

 

Jest Pan dobrym duchem Kraśnik Blues Meeting – tak twierdzi Ireneusz Muszyński z zespołu Pawkin, główny organizator festiwalu. Nie tylko wraz ze swoim zespołem występuje Pan tu co roku, ale także stoi na czele jury konkursowego i prowadzi całą imprezę. Jak to się zaczęło?

 

Z Irkiem znamy się prawie od dwudziestu lat. Zaprosił Nocną Zmianą Bluesa, kiedy przygotowywał festiwal po raz pierwszy i od razu się polubiliśmy. Z pozostałymi muzykami zespołu Pawkin również. Nagrali nawet dwa moje utwory, z których jeden, „Blues mieszka w Polsce”, znalazł się na pięciopłytowej „Antologii polskiego bluesa.

 

Muszę powiedzieć, że nie zawsze tak się dzieje. Gramy na wielu festiwalach w Polsce i w Europie. Często, choć spotyka nas miłe przyjęcie, potem kontakt się urywa. Ale z niektórymi organizatorami jest inaczej. Tak było w przypadku Irka Muszyńskiego i zespołu Pawkin. Pojawiła się wzajemna sympatia, podziw, szacunek – i przyjaźń. Ot i cała tajemnica.

 

Ale naprawdę cieszy mnie ta pochlebna opinia i przekonanie szefa festiwalu, że nie znudzę się słuchaczom, a to, co zaprezentuję, może być ciekawe. Rok to zresztą sporo czasu, można przygotować nowy materiał...

 

 

... i zaprosić interesującego gościa, jak w tym roku.

 

Tak, w tym roku będziemy mieć znakomitego gościa. Jest nim Jan Błędowski, skrzypek legendarnej formacji Krzak. To gwiazda europejskiego formatu. W Polsce prawie już nie koncertuje, ponieważ już od 20 lat mieszka w Niemczech i to w tamtej części Europy można go częściej usłyszeć na żywo, ale z nami grywa. Nagraliśmy wspólną płytę i przy szczególnych okazjach występujemy razem. Tak będzie w Kraśniku.

 

 

Co przekonało takiego muzyka, jak Jan Błędowski?

 

Nie trzeba go było przekonywać! Cóż ma robić muzyk, jeśli nie koncertować? A w Kraśniku wszystko nam się podoba. Przede wszystkim miła atmosfera, ale także profesjonalne podejście i znakomite warunki. Nagłośnienie, oświetlenie... wszystko to, co składa się na dobry koncert plenerowy, a jest poza moimi możliwościami, w Kraśniku jest na najwyższym poziomie. Nam w takich warunkach pozostaje tylko przygotować się i dobrze zagrać.

 

 

A czy blues ma w Polsce dobre warunki?

 

Trzeba na to spojrzeć dwojako. W mediach nie ma go zbyt wiele i na tej podstawie można odnieść wrażenie, że nie jest popularnym gatunkiem. Media nas nie rozpieszczają. Z drugiej strony, co roku organizowanych jest ponad trzydzieści imprez; podobnych do Kraśnik Blues Meeting, ale też znacznie większych, jak kilkudniowy, międzynarodowy Suwałki Blues Festival, który w tym roku odbędzie się już po raz dziesiąty. Mamy historyczne już festiwale, jak Jesień z Bluesem w Białymstoku, Olsztyńskie Noce Bluesowe czy najbardziej znana katowicka Rawa Blues. Powstają wciąż nowe imprezy, na przykład organizowany od kilku lat w Świeciu Blues na Świecie. W ich organizację coraz chętniej angażują się lokalne władze, bo widzą, że to jest muzyka, która łączy pokolenia, nie generuje agresji i warto w nią inwestować.

 

Nie jest to więc może bardzo popularny gatunek muzyki, ale taka pewna „elitarność” też ma swój walor. Młodzi ludzie chcą grać bluesa nie dla kariery, tylko z potrzeby serca.

 

 

Tak było w Pana przypadku?

 

Śpiewam o tym w utworze „Chory na bluesa”: „Czternasty października, siedemdziesiąty rok / A w radiu ta muzyka, to był prawdziwy szok”. Kiedy miałem 16-17 lat, interesowałem się taką muzyką, jak moi koledzy (zespołami Sweet, Slade, T-Rex, Suzi Quatro...), chodziłem na dyskoteki. Tak naprawdę to nie był siedemdziesiąty rok, tylko raczej połowa lat 70 – w programie trzecim Polskiego Radia usłyszałem duet Sonny Terry i Brownie McGhee. Grający na harmonijce Sonny Terry zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że całkiem zmieniłem swoje zainteresowania i priorytety. Zacząłem bardzo poważnie uczyć się języka angielskiego, żeby dotrzeć do źródeł i jak najwięcej dowiedzieć się o tym instrumencie, bluesie, kulturze afroamerykańskiej. Jeździłem z mojego rodzinnego Torunia do Warszawy tylko po to, by w bibliotece ambasady amerykańskiej znaleźć jakieś czasopisma i książki na ten temat. Czytałem powieści Jamesa Baldwina i innych amerykańskich klasyków, np. mojego ukochanego Johna Steinbecka.

 

Język poznałem na tyle dobrze, że zostałem nawet nauczycielem angielskiego! Wprawdzie ukończyłem studia na Wydziale Prawa i Administracji U.M.K. w Toruniu, ale zdałem konieczne egzaminy i skończyłem kurs pedagogiki, co w latach 80. wystarczyło, żeby uczyć angielskiego w studium nauczycielskim.

 

 

I wszystko po to, żeby zostać wirtuozem harmonijki!?

 

Cóż, jestem samoukiem, ale nie nieukiem. Z czasem zdobyłem dostęp do różnych źródeł wiedzy na ten temat, zacząłem uczyć się teorii muzyki. Napisałem dwa podręczniki gry na harmonijce. Zwłaszcza pierwszy, „Harmonijka i blues”, stał się bardzo popularny. Przez wiele lat był dostępny w każdym sklepie muzycznym w Polsce. Podręcznik bardzo spopularyzował ten instrument w naszym kraju, choć nie przyniosło mi to majątku. Postąpiłem dość nieroztropnie i prawa do książki sprzedałem wydawcy za niewysoką cenę, ale mam satysfakcję, co jest dla mnie nawet ważniejsze od pieniędzy.

 

 

Jaki jest poziom młodych bluesmanów? Nie męczy Pana jurorowanie co roku w konkursach w Kraśniku?

 

Męczące bywa to tylko wtedy, kiedy słucha się zespołów bardzo młodych, grających niezbyt dobrze, za to zazwyczaj... bardzo głośno. Wtedy bywają przydatne korki do uszu. Muszę jednak zaznaczyć, że nigdy nie miałem ochoty użyć ich w Kraśniku, bo do konkursu przyjmowane są zespoły prezentujące poważny poziom.

 

Mamy bardzo wielu znakomitych muzyków młodego pokolenia. Niedawno odbierałem w Chorzowie nagrodę czytelników kwartalnika „Twój Blues” dla najlepszego harmonijkarza w Polsce. Przy okazji mogłem zobaczyć i posłuchać tych, którzy zostali laureatami takich kategorii, jak np. „odkrycie roku”. Ci młodzi wykonawcy grają rewelacyjnie!

 

 

Czyli... zawsze wygra blues?

 

Mam taką nadzieję. Chciałbym, żeby ta muzyka wygrywała, żeby rozwijała się, bo jest wartościowa, a nam, muzykom, daje możliwość bardzo osobistego wypowiedzenia się. Blues to gatunek dla ludzi wrażliwych; poruszający, o ogromnej ekspresji. Może nam dostarczyć wzruszeń, których nie dostarczą inne gatunki. A warto, żebyśmy mogli dostawać to, co jest najlepsze, najbardziej wartościowe, najpiękniejsze.

 

 

Dziękuję za rozmowę.

 

rozmawiała Joanna Gierak
zdjęcia: archiwum Sławomira Wierzcholskiego, KBM

 

 

Kraśnik Blues Meeting 2016 odbędzie się 16 lipca na plenerowej scenie Centrum Kultury i Promocji w Kraśniku. W tym roku festiwal rozpocznie się nietypowo, bo konkursem dla... bardzo młodych wykonawców – o godz. 13 zaprezentują się bluesmani w wieku 7-12 lat. Potem rozpocznie się tradycyjna część konkursowa. W tym roku poziom zgłaszających się wykonawców była tak wyrównany, że komisja przeprowadzająca preselekcję zdecydowała się wybrać szczęśliwą trzynastkę zamiast dziesiątki. O 19 rozpocznie się koncert gwiazd.

Spektakl „Tajemnica Tomka Sawyera” z muzyką Sławomira Wierzcholskiego do libretta Jerzego Andrzeja Masłowskiego można zobaczyć w Teatrze Muzycznym w Toruniu.

Joanna Gierak

Zdjęcia (4)

Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe